2/26/2014

Wysokie Obcasy Extra Edytorial/Marzec 2004.

Photo Marysia Eriksson
Stylist Maciek Spadło/Van VAN DORSEN TALENTS
Make Up Firma Kokarda Make Up Studio
Hair Damian Drzyzga twój fryzjer
Models: Marianna/D'Vision, Zuza/Rebel, Paweł Wybański

Edytorial Wysokie Obcasy Extra

Cattier - Masque Argile, Aloe Vera Pink Clay Mask/Maska z Różowej Glinki.

Dziś króciutki post na temat różowej glinki mojej ulubionej marki Cattier. O zaletach glinek i wspaniałej marce Carttier pisałam tutaj.
Cały czas używam również ich żółtej glinki w postaci saszetek ;-) ale kiedy miałam zdecydować się na zakup pełnowymiarowego opakowania - oczywiście wygrała typowa kobieca natura (zmienność) i wybrałam glinkę różową :-)

Ten rodzaj glinki przeznaczony jest do skóry bardzo wrażliwej, a tu dodatkowo wzmocniono jej kojące i nawilżające działanie aloesem. Glinka różowa powstaje po zmieszaniu ze sobą glinki białej i czerwonej; glinka biała koi i nawilża, regeneruje skórę, a glinka czerwona doskonale ją oczyszcza i wzmacnia naczynia krwionośne. Zawiera min.: krzem, wapń, sód i potas. Ponieważ jest bardzo delikatna w działaniu możecie stosować ją codziennie nawet przy bardzo wrażliwej skórze. Skóra odwdzięczy się natychmiast poprawą napięcia, zdrowym blaskiem, oczyszczeniem z nadmiaru sebum, złagodzeniem podrażnień i stanów zapalnych na przykład po zabiegach złuszczania kwasami czy uporczywym trądziku, będzie świetna przy skórze naczyniowej. Bardzo polecam ją tez przed wyjściem zanim użyjecie maski tzw."bankietowej", której nie zmywacie dobrze jest oczyścić dokładnie skórę z resztek makijażu i innych zanieczyszczeń. Samo zastosowanie tej łagodnej maski wspaniale przedłuża makijaż.

Możecie wykorzystywać glinkę przy wieczornym lub porannym demakijażu - cały zabieg zajmuje tylko około 10 min. Wystarczy wmasować maseczkę omijając okolice oczu (ja zawsze robię to podczas nacierania ciała balsamem lub mycia zębów), najlepiej mieć w pobliżu butelkę wody termalnej bo maska z glinki nie powinna całkowicie zasychać.
FirmaKokarda

2/19/2014

Elamo - Nowa Polska Marka Kosmetyków Naturalnych/Masła do Ciała - Recenzje.

Czy słyszeliście już o Elamo?
Mam wielką przyjemność być jedną z pierwszych osób w Polsce, które przetestowały te kosmetyki. I jako wielbicielka naturalnych składów, olejków eterycznych, aromatoterapii i masażu - już jestem oddaną fanką Elamo. Wiedziałam to kiedy wpadłam na zaaferowaną Asię i dostałam od niej próbkę masła do ciała na bazie olejku paczuli i cynamonu ;-) Otworzyłam słoiczek i od razu byłam w niebie :-)
Możecie powiedzieć, że to drogie kosmetyki, ale ich jakość przemawia za ceną; zamiast 3 tanich wersji kremu, kupujecie jeden; zawsze możecie zacząć poznawanie Elamo od wspaniałych, naturalnych mydeł do mycia twarzy i ciała (link do mydełek tutaj).

A do testów otrzymałam następujące preparaty, pod każdą nazwą znajdziecie link do sklepu. Jest to pierwsza z cyklu mini recenzji następujących kosmetyków:
Kiedy dwie przyjaciółki od lat zainteresowane zdrowiem i aromaterapią postanawiają w domowym zaciszu stworzyć markę kosmetyczną, to na pewno z tej energii powstanie coś dobrego. Elamo cały czas tworzy nowe preparaty, więc trzeba być czujnym i obserwować ich stronę ;-) W przygotowaniu wiele kremów do twarzy i ciała np: Lawendowy Krem do Skóry Normalnej, Jałowcowe Masło na Rozstępy.

Co wyróżnia Elamo na rynku kosmetyków naturalnych?
  • Asia i Renata na prawdę robią to same! Wymyślają formuły, mieszają, nakładają balsamy kremy do słoiczków, komponują składy serum i kremów; Renata wykorzystuje swoja wieloletnia wiedzę i doświadczenie z  pracy masażystki; wykorzystywała aromatoterapię w swoich zabiegach, o olejkach i ich działaniu wie chyba wszystko
  • nie znajdziecie w tych kosmetykach: konserwantów, sztucznych barwników, dodatków zapachowych, szkodliwych substancji, olei mineralnych, parabenów ŻADNYCH poprawiaczy, sylikonu, oczywiście kosmetyki nie są testowanie na zwierzętach
  • znajdziecie: 100%  olejki eteryczne oraz naturalne oleje i maceraty (pełna lista tutaj)
  • aromatoterapia w pełnym słowa znaczeniu - kosmetyki pachną intensywnie i naturalnie, od razu wiadomo, że mamy do czynienia ze 100% naturalnym składem
  • mają ważność tylko do  
  • znajdziecie linię dla maluszka i dla siebie kiedy jesteście w ciąży - a to dla każdej kobiety szczególny okres, kiedy chcecie zadbać o zdrowie dziecka i nie dostarczać przez skórę szkodliwych substancji. Mnie zachwyciły całkowicie masła do ciała na bazie mandarynki: znajdziecie je tutaj, oraz DOSKONAŁE serum na przebarwienia w ciąży i nie tylko. Recenzja tego serum wkrótce na blogu, czy maść dla skóry mamy i niemowlaka.
  • w Elamo znajdziecie również kosmetyki, które działają przeciwbólowo
  • kosmetyki Elamo mają działanie lecznicze i holistyczne
  • istnieje nawet możliwość skomponowaniu wybranego kosmetyku dla siebie, jeżeli macie problemy ze skórą i nic nie działa; lub marzycie o jakimś rodzaju serum, kremu - wystarczy napisać na adres: help@elamo.eu
Masło do Ciała Geranium i Lawenda/ Masło do Ciała Paczuli i Cynamon.
Nie jest to zwykłe masło do ciała - chyba żaden kosmetyk Elamo nie jest taki jak się przyzwyczaiłyśmy ze stosowana kosmetyków które są produkowane globalnie. Masła są w 100 % połączeniem naturalnych olei i wosków, skład jest wprost luksusowy. Masło z geranium i lawendą kipi od  składników regenerujących suchą i bardzo suchą skórę: masło shea, olejek kokosowy, ojek z kiełków pszenicy, olej konopny, wosk pszczeli, oraz olejki z geranium, lawendy, paczuli, ylang ylang, trawy cytrynowej i cytronelli. Ma gęstą, dosyć twardą konsystencję dlatego najlepiej nabrać odrobinę masła drewnianą szpatułką rozgrzać w dłoniach i powolnymi okrężnymi ruchami masować ciało od stóp w stronę serca. Masło topi się do lekko wodnistej konsystencji. Cały rytuał jest uczta dla zmysłów i dla ciała. Zapach jaki ma to masło wypełnia nie tylko łazienkę ale i całe mieszkanie. Masło można polecić skórze atopowej, chyba że macie uczulenia na któryś z olejków. Jeżeli zapach jest dla was za mocny, warto połączyć to masło z wybranym naturalnym olejem: arganowym, migdałowym, olejem z awokado.

Masłem w którym całkowicie się zakochałam jest Masło Paczuli i Cynamon. Ma właściwości antyseptyczne, gojące, przeciwwirusowe i antystarzeniowe. Konsystencja masła jest lżejsza, bardziej płynna - wspaniale się rozprowadza. Podstawą tego masła jest: masło shea, olejek z kiełków pszenicy, olejek rycynowy, olejek kokosowy; zawiera również olejki z ylang-ylang, goździka, pomarańczy, wanilii, cytryny; oraz witaminę E i wosk pszczeli. Mogę śmiało stwierdzić, że jest to najlepsze masło do ciała jakiego do tej pory używałam. Noszę przy sobie maleńki słoiczek z odrobiną tego masła i kiedy tylko mam gorszy dzień, czuje się zestresowana, lub zwyczajnie chcę się uśmiechnąć i odprężyć na chwilę -smaruję kark lub przedramiona. 
Masła kosztują 120 ml/120 pln (w szklanym, ciemnym słoiku). 
FirmaKokarda

2/12/2014

Bourjois Happy Light Foundation/Happy Light Luminous Serum Base - Recenzje.

Niestety muszę zacząć od tego, że tego podkładu w Polsce nie będzie. Jest to smutne, bo marka Bourjois wprowadza tylko połowę swoich nowości w Polsce. A ja właśnie uzupełniam podkłady w kufrze, więc szukałam nowych lekkich podkładów, perfekcyjnie naśladujących naturalną strukturę skóry. Obejrzałam wiele recenzji Happy Light i postanowiłam spróbować.
Na szczęście istnieje Allegro. Bez zastanowienia kupiłam #50 Porcelain (ciepły złoty, dość jasny beż, ma dużo żółtego pigmentu, nie ma nic wspólnego z porcelanowym odcieniem) i #51 Rose Beige (beżowo-różowy, na zdjęciach poniżej) dwa z najjaśniejszych odcieni. Podkłady kosztowały 30 pln za sztukę/40 ml w szklanym opakowaniu, oczywiście jest to o 50% ceny w funtach. Wciąż sa dostępne!
Kolorystyka Happy Light różni się od kolorystyki gamy podkładów Bourjois, nie ma nic wspólnego z kolorystyką 10 Hours Sleep, czy Healthy Mix jest o wiele ciemniejsza. Dla mojej dosyć jasnej skóry (MAC NC15), nawet #50 jest kolorem pogłębiającym ją o jeden dwa tony. Ale można sobie z tym łatwo poradzić dodając odrobinę jasnej bazy lub kremu BB.

Od lat przy sesjach zdjęciowych używam marki Bourjois, kiedy potrzebuję większego krycia dodaję do podkładu odrobinę korektora Make Up For Ever, lub Revlon, Estee Lauder. Najbardziej zależy mi na pięknej skórze - która wygląda jakby nie było na niej NIC. A to gwarantują mi podkłady z gamy Bourjois. Pewnie słyszałyście o tym, że jest to młodsza marka -siostra Chanel? ;-)
Działanie, wykończenie, dla kogo:
Happy Light ma przede wszystkim wyglądać dobrze w każdym świetle, zawiera rozpraszające światło pigmenty, drugą obietnicą jest wygładzona, nawilżona do 8 godzin, nieskazitelna skóra. Działaniem przypomina mi 10Hours Sleep Effect, mój ulubiony i chyba już wycofywany podkład -szczególnie #71 Beige Clair. Jest równie lekki, płynny, nawilżający, chociaż odrobinę bardziej korygujący. Krycie jakie pozostawia na skórze jest średnie, przypomina lekki krem BB, ale jest bardziej kryjący niż podkłady na bazie wody np. MAC Face & Body, Chanel Vitalumiere Aqua. Nie jest to podkład dla osób z problematyczną skóra, nie sprawdzi się także przy skórze tłustej, raczej dla skór mieszanych, suchych, normalnych. Za to pozostawia skórę lśniącą od wewnątrz, wygładzoną :-))) - dokładnie tak jak lubię. Jest to wykończenie pomiędzy "dewy", a satynowym, rozprowadza się bajkowo, bardzo dobrze utrzymuje się przez kilka godzin. Aplikowałam go palcami i pędzlem typu flat top w obu przypadkach sprawdza się świetnie. Po paru godzinach trzeba zmatowić strefę T. Mimo średniego krycia bardzo ładnie radzi sobie z drobnymi niedoskonałościami: naczynka, ślady po wypryskach itd.
Nie zawiera filtrów - więc jest dobry do fotografowania, pod podkład latem i tak będę nakładać bloker 50 PP+++.
Jeżeli lubicie lekkie podkłady o "mokrym" wykończeniu  i macie lekko opaloną skórę, nieco śniadą, brzoskwiniową będzie dla Was wymarzony, a jeżeli jesteście blade możecie używać go latem lub tak jak ja tworząc mieszankę z jaśniejszego koloru bazy lub podkładu.
Baza Happy Light Luminous Base Primer/Dry Normal Skin: serum-baza do skóry suchej, w opakowaniu ma kolor różowy. Istnieje wersja dla skóry mieszanej. Po nałożeniu na skórę jest całkowicie bezbarwna. Ma za zadanie przedłużyć trwałość makijażu, nawilżyć i wygładzić skórę. Nakładamy ją po etapie pielęgnacyjnym. Konsystencja jest żelowa, bardzo łatwo ją rozprowadzić na skórze, wg. mnie najlepiej palcami. Niestety baza nie jest zupełnie komfortowa dla skóry suchej. Bardziej nadaje się do skóry mieszanej lub nawet tłustej. Podkład mnie zachwycił, baza niestety nie aż tak bardzo. Chociaż z obietnic producenta ładnie przedłuża trwałość makijażu i daje bardziej wygładzoną powierzchnię skóry.
Bazę kupiłam na Allegro w cenie 19 pln/20 ml w szklanej buteleczce, ale była to jedyna sztuka.
FirmaKokarda

2/11/2014

Pilaten Black Peel Off Mask/Maseczka na zaskórniki.

Osoby ze skórą mieszaną, tłustą ze skłonnością do zaskórników powinny się bardzo ucieszyć z działania tej maski. To jedna  z najsilniejszych masek peel off jakich do tej pory używałam. Ale nie ma mowy o podrażnieniach ;-) wyciąga ze skóry wszystko czego nie chcecie na niej widzieć, bez wyciskania, metalowych narzędzi i wizyty u kosmetyczki. Ma działanie: zwężające pory, oczyszczające, antyradiacyjne ;-)!?. Zawiera czarny węgiel oraz glinkę (black mud), producent podaje następujące składniki: czysta woda, allantoina, gliceryna, mleczan sodu oraz alkohol poliwinylowy.
Kiedy już na prawdę nic nie działa - używam maski Pilaten. Stosuję ją raz w tygodniu na nos i brodę, zastyga około 10-15 minut, potem delikatnie ją zrywam. Odchodzi jednym płynnym ruchem, jeżeli kiedyś używaliście plastrów na nos - ma podobne działanie, ale jest dokładniejsza i dużo tańsza. Może być stosowana na całą twarz jeżeli macie taką potrzebę. Przez użytkowników nazywana jest "black head killer" lub też "zabójcą trądziku".  Uwaga - bardzo brudzi, trzeba wyciskać ją z opakowania ostrożnie i od razu umyć ręce, żeby zmyć pozostałości z twarzy można użyć gąbeczki do mysia twarzy lub ściereczki muślinowej.
Ale po użyciu... skóra nie jest nawet zaczerwieniona, jest matowa, rozjaśniona, pory są zwężone.
Kupuję ją u Harajaaku w cenie ok. 3,5 pln za saszetkę, która starcza mi na 3-4 użycia. Maska w tubie 60 ml kosztuje niej 30 pln.
Polecam!
FirmaKokarda

Chembres Lingerie Lookbook.

Photo Maria Eriksson Photography
Model Camila D'Vision
Make Up FirmaKokarda/Magda Lach
Hair Damian Drzyzga/Twój Fryzjer

2/10/2014

Shu Uemura Eyelash Curler - Must Have/Recenzje.

W końcu po kilku latach zastanawiania się - kupiłam kultową zalotkę Shu Uemura. Nie mogła to być inna;-) Kupiłam wersję złotą, bo marzyłam o takiej; chociaż mogłam zapłacić dużo mniej za klasyczną srebrną ;-) Nie jest to wersja limitowana pokryta 24 karatowym złotem, tylko metalowa w kolorze złotym. Ta zalotka jest zaliczana do 150 najlepszych produktów kosmetycznych na świecie.

Uwielbiam markę Shu Uemura i wciąż czekam na nią w Polsce. Jestem wprost zakochana w ich makijażu i pędzlach. Mam tylko jeden produkt - puder rozświetlający, nie ma w nim ani grama drobinek, a efekt jaki daje na policzkach, pod oczami - jest spektakularny.
Do tej pory radziłam sobie zalotką Mary Kay - wcale nie była zła, ale kiedy zaczęłam używać Shu od razu zauważyłam różnicę. Nie wiem jaki jest magiczny sposób w jaki ta zalotka działa, ma taki sam kształt jak Mary Kay - wygięcie i szerokość są prawie identyczne. Więc to cud ;-) Na pewno wiele marek kosmetycznych stara się podrobić tę zalotkę, ale japońskie narzędzia do make-upu są po prostu najlepsze.
Różnice:
  • podkręca nawet najkrótsze rzęsy, teraz nie ma m problemu z rzęsami - po odzywce Long4 Lashes są tak długie, że nie muszę się skupiać kiedy używam zalotki ;-) można nią z powodzeniem pokręcać dolne rzęsy, co "otwiera" oko jeszcze bardziej
  • nie "zdejmuje" linera, kredki, cienia z powieki co zalotka Mary Kay robiła do tego stopnia, że często musiałam poprawiać makijaż
  • używanie jej to czysta przyjemność - nic nie boli, nie ciągnie, w ogóle nie czujesz, że jej używasz - pierwszy raz miałam wrażenie, że nie działa ;-) 
  • jest bardzo porządnie wykonana - lekka, pięknie i dokładnie wykończona, otwory na palce są mniejsze niż w innych zalotkach, ale nie miałam problemu żeby się do tego przyzwyczaić
  • ma świetną sylikonową"gumkę" 
Technika
  • parę sekund i Wasze oczy zmienią się nie do poznania: 3 naciśnięcia zupełnie wystarczą, nie należy zaciskać zalotki z całej siły nie jest to potrzebne
  • zakręćcie rzęsy trzykrotnie tak jak to robią Azjatki i specjaliści od wizażu ;-))) 1. u nasady 2. pośrodku rzęs, zmieniając kąt nacisku nieznacznie 3. wyginając zalotkę jakbyście chciały podnieść powiekę podkręćcie końce rzęs (widać to na instrukcji obsługi)
  • czyście ją płynem do demakijażu - zbierają się na niej resztki kosmetyków, a po paru dniach macie na niej hodowlę bakterii; i o zapalenie spojówek nie trudno ;) jeżeli używacie jej na kimś, przeczyścicie ją płynem do dezynfekcji pędzli
  • jeżeli chcecie utrwalić rzęsy przy używaniu zalotki, można ją lekko nagrzać suszarką do włosów, ale  naprawdę lekko ;-) zalotka działa wtedy jak lokówka
Jak odróżnić oryginał od podróbki?
  • jeżeli możecie kupcie ją za granicą, jeżeli nie - wybierzcie sprawdzonego sprzedawcę na Ebayu, Allegro lub sklep online, który zagwarantuje Wam zwrot pieniędzy w razie niezadowolenia. Jest to droższa opcja, ale kupujecie zalotkę na wiele lat, jeżeli wydacie tylko 20-40 zł więcej. Proście ewentualnie o paragon ze sklepu gdzie była kupiona, nie każdy sklep ma tą markę. Na Strawberry net. wersja srebrna kosztuje tylko 70 pln, ale jej nie sprawdzałam, na Allegro od 100 do 140 pln. Nie szukajcie promocji, przecen - sam fakt przecenienia tej zalotki świadczy o tym, że prawdopodobnie jest to podróbka. Ja kupiłam swoją zalotkę przez Allegro u tego sprzedawcy za 119 pln.
  • oryginalna zalotka jest precyzyjnie wykonana - ma wygrawerowany napis Shu Uemura na zwieńczeniu, oraz co ważne na gumce - zapasowej również; napis nie odpryskuje i jest bardzo równy bez zgrubień
  • opakowania mają mieć lakierowane pudełko z instrukcją po japońsku z jednej strony, a z drugiej po angielsku i opis po francusku - nie ma instrukcji w środku
  • zalotka jest zapakowana w cienką folię, gumka w oddzielną folijkę i drobny szczegół gumka jest równo włożona do folijki, podróbka jest wciśnięta niedbale
  • przede wszystkim -  zalotka działa! Obejrzałam kilka filmików na YouTube gdzie po kupieniu podróbki nie było żadnego efektu. Polecam świetny posta na temat różnic pomiędzy oryginałem, a podróbką zalotki tutaj. Zobaczcie wszystkie różnice z załączonymi zdjęciami.
Jakie inne zalotki polecam?
MAC, Kevin Aucoin, Laura Mercier, Shiseido, Japonesque: zalotki tych marek mają najwyższy rating wśród zawodowców i gdyby zalotka Shu Ueumra nie istniała kupiłabym którąś z tych.
Czy warto?
Zdecydowanie tak, zakochacie się w niej tak jak ja.
FirmaKokarda

2/06/2014

Ulubione Lakiery/Favourites of Winter Nail Polsih Part#2.

Kolejna porcja lakierów, których lubię używać w ten zimowy czas: metaliki, odcienie złota, a nawet jedna ciepła zieleń. Złoto jest uniwersalne, nie starzeje się, paznokcie pomalowane metalicznym lakierem same wyglądają jak biżuteria. Można je nosić cały rok np. na jednym paznokciu, lub jako baza pod inne lakiery. Efekt nowoczesnego manicure wykorzystała marka L'Oreal (francuski manicure w wersji twist) i za chwilę można będzie ją zobaczyć w najnowszej kolekcji Chanel. Jest to świetna propozycja dla tych, którzy nie lubią mieć "całych" złotych paznokci.
Anny,Walking Boots: jest to mój pierwszy lakier bardzo popularnej marki Anny. Jakość lakieru jest podobna do Essie. Pokrywa paznokcie warstwą żywego koloru i połysku, utrzymuje się do tygodnia. Lakiery Anny można kupić w Douglasie.Walking Boots jest przepiękną żywą zielenią khaki w której się zakochałam od pierwszego wejrzenia. Łączy się bardzo subtelnie ze złotem i brokatami. Będzie to też bardzo dobry odcień na wczesną wiosnę. 
Catrice Genious in the Botle#840: jeżeli uda wam się jeszcze kupić ten kolor BARDZO polecam. Jest to typowy duochrom, połączenie starego złota z odrobiną butelkowej zieleni. Kolor jest doskonały na wyjścia, najlepiej nałożyć 3 warstwy. Plus za szeroki wygodny pędzelek.
OPI Curry Up Don't Be Late: moje ulubione "brzydactwo:" :) Lakier ma kolor zielonkawego złota, często łączę go z czernią i np. złotym brokatem. OPI również się nie starzeje, ma płynną konsystencję jakby był kupiony wczoraj, a ma już 2 lata ;-) Dlatego jeżeli znajdziecie swój ulubiony kolor w gamie OPI - warto zainwestować. 
H&M Prime&Propper: pisałam juz o tym różowym brokacie z H&M tutaj. Nadal pozostaje ulubiony, najbardziej lubię łączyć go z neutralnym beżem, lub bielą albo z zielenią Anny. To edycja limitowana - ale jeszcze widziałam do w H&M.
YSL Pink Gold 140: jest to kolekcja lakierów YSL aż z 2010 roku, ale lakier wciąż sprawuje się świetnie, jakby był nowy. Jest to ciepłe, lekko różowe miedziane złoto, idealnie metaliczne i kryjące. Fajnie wygląda na stopach.
Inglot Pro Perfection: nowa kolekcja lakierów hologramowych do zdobień, ten kolor dostałam w prezencie od przyjaciółki - jest bardzo! brokatowy, czasami dla zabawy maluję nim kropki na ciemnej bazie np. ciemno brązowej. Jeżeli lubicie się tak bawić - to dobry zakup. Jako lakier do pokrycia całej płytki sprawdza się średnio. 
Wibo Extreme Nails #362: kolejny złoty staruszek, bardzo piękne metaliczne stare złoto, ekstremalnie błyszczące. Wibo zawsze jest na czasie z kolorystką i można kupować kolory sezonowe bez obawy o bankructwo. Kosztują tylko ok.8 pln.
FirmaKokarda

2/04/2014

M.A.C Dramatic Encounter/Dark Wine Lips.

Nie jest to szminka z nowej kolekcji MAC, ale warto o niej wspomnieć przy okazji trendu "dark wine lips", który wciąż jest na topie i nie zapowiada się żeby stracił na swojej mocy; nawiązuje do nurtu "grunge", epoki "punk". Jest  wampiryczna, ale mimo to bardzo elegancka.
Szminka z gamy Glamour Daze ma gęstą kremową konsystencję, piękny połysk, wogóle nie wysusza ust. Po wysunięciu sztyftu wygląda jak czarna, ale po rozprowadzeniu daje winny odcień z czerwonawym pod-tonem. Szminki w odcieniu wina, ciemnego burgunda, wiśni powoli wypierają w mojej kosmetyczce czerwień ;-). Dostałam ją w prezencie i chociaż ciężko ją kupić, MAC oferuje inne bardzo piękne odcienie wiśni, śliwki i czarnej czerwieni na przykład: Diva, Hung Up, Instigator, Fixed on Drama; jest to dobry moment żeby kupić szminkę z kolekcji Punk Couture (mnie ta kolekcja całkowicie urzekła).

Odcienie wina doskonale wyglądają na brunetkach i szatynkach takich jak np. Rooney Mara , ale także na blondynkach. Post na temat trendu i tego jak obchodzić się z "dark lips" znajdziecie tutaj.
Można je nosić na tyle rożnych sposobów:
  • samodzielnie z naturalną wypracowana skórą 
  • z dodatkowym połyskiem błyszczyku
  • z wyrazistym rysunkiem brwi i naturalna skórą
  • całkowicie matową z delikatnymi brwiami
  • z drapieżnymi rzęsami (ten efekt lubię najbardziej)
  • może być wklepana też opuszkiem palca jako tint, wystarczy nałożyć na nią odrobinę balsamu do ust i gotowe

FirmaKokarda

2/01/2014

Helena Rubinstein Surrealist Everfresh Mascara /Recenzje.

Helenie Rubinstein zawdzięczamy wiele... Zrewolucjonizowała rynek kosmetyczny w latach 30, wyobrażacie sobie, że nie było kremów, tuszy do rzęs, szminek? Jako pierwsza zaczęła zajmować się urodą na skalę światową. Walczyła o tytuł "królowej kosmetyków" z druga potentatką kosmetyczną Elisabeth Arden (nazywała imperium Rubinstein "polską mafią" ;-) Ale to Helena wprowadziła na rynek maskarę wodoodporną, zawdzięczamy jej też maskarę w tubce ze szczoteczką; jako pierwsza zaczęła stosować witaminę C w kosmetykach, stworzyła pierwszy krem przeciwsłoneczny (uważała że słońce jest największym wrogiem urody), wynalazła zalotkę! ;-) Jej pierwszy  Cream Valaze, był w ogóle jednym z pierwszych kremów na świecie. 
Madame w kwestiach urody była nieprzejednana, jej słynne powiedzenie "Nie ma brzydkich kobiet są tyko leniwe" przeszło do historii. Organizowała  jako pierwsza warsztaty urody, gdzie kobiety uczyły się jak się czesać, robić makijaż i wykonywać masaż twarzy. We wszytskim była prekursorką.
oryginalne zdjęcie z warsztatów Heleny Rubinstein

Ja zawdzięczam Helenie Rubinstein swój profesjonalny dyplom wizażysty :-) więc mam do marki HR wielką słabość. Uwielbiam jej podkład Color Clone, doskonały korektor pod oczy Magic Concealer, wciąż używam cieni HR, pudrów w kompakcie i mam też kilka pędzli, szminki, kredki i róże.

Ostatnio dostałam wspaniały prezent: HR Surrealist Everfresh Mascara. Kiedy pracowałam dla marki HR używałam wszystkich tuszy jakie były dostępne więc spodziewałam się określonych efektów. Zawsze też słyszałam że "Helenka" ma najlepsze tusze. Ale jednak maskara Surrealist bardzo mnie zaskoczyła. Jej działanie skojarzyło mi się z jednym z najsłynniejszych zdjęć Man Raya.

Co nowego?
Ponieważ to marka Helena Rubinstein, więc nawet tusz o którym powiedziano już w kosmetyce chyba wszytko musi się czymś wyróżniać. Surrealist Everfresh jest mascarą, która nie zasycha! Ma to zniechęcić kobiety do dodawania płynu do demakijażu, toniku, silikonu, żeby nie zmienić jego unikatowej formuły. Poprostu codziennie malujecie się tuszem, który jest jak nowy. Drugą wyróżniającą go cechą jest szczoteczka - niezwykle pękata, krótka z wrzecionowatą z cienką końcówką. Wygląda jak łza lub kropla wody, można pomalować nią nawet najkrótsze rzęsy.
Makijaż za pomocą tego tuszu też jest nieco odmienny - należy zacząć od środka rzęs - nie wykonując zygzakowatego ruchu, po prostu ciągniecie szczoteczką po rzęsach jak grzebieniem. Można ją zatrzymać ją u nasady rzęs nieco dłużej. Następnie malujemy wewnętrzny i zewnętrzny koniec oka. To najprostszy możliwy sposób, mascara ma zrobić za Was resztę.
Wrażenia:
Pierwsze to wydłużone i rozczesane rzęsy - po 3-krotnym nałożeniu wyglądają jak sztuczne, a jednocześnie jak rzęsy bez efektu "nałożyłam za dużo tuszu". Jest bardzo naturalne, eleganckie. Używam zalotki, ale tusz wyraźnie je też podkręca. Makijaż tym tuszem jest bardzo przyjemny i szybki, nie potrzeba dodatkowego czasu spędzonego na nakładaniu kolejnej warstwy. Nie zauważyłam mimo śniegu, mrozu, deszczu żeby tusz się rozmazywał, nie odbija się, nie kruszy. Cały dzień pozostaje na rzęsach w niezmienionym stanie. Ale zmywa się bardzo dobrze olejkiem, płynem micelarnym.
Opakowanie jest ciężkie dobrze leży w dłoni, jest na tyle odmienne, że miałam wrażenie że trzymam w ręku flakonik perfum, wygląda jak szklane. Na prawdę nie chce się go odkładać...
Poniżej filmik, w którym zobaczycie jak postawało opakowanie tuszu Surrealist Everfresh.
Według mnie Surrealist Everfresh jest przełomowa.  Ma jeden minus jest droga - kosztuje ok.160 pln. Może warto o niej pomyśleć w przypadku zbliżających się Walentynek?
FirmaKokarda