12/31/2014

New Year's Wishlist Make Up / Lista Życzeń 2015 - Make Up.

To już ostatni post w tym roku, napisałam ich aż 70! 
Wow! Firma Kokarda wzbogaciła się też o Instagram, Pinteresta (zapraszam!), własne konto na Ebayu :) wkrótce nową stronę! i mam nadzieję w 2015 nową odsłonę bloga :) Bo minie już 5 rok od kiedy zaczęłam go prowadzić. 
Bardzo dziękuję wszystkim moim czytelnikom, wiem, że teraz łatwiej oglądać kanały na YouTube niż czytać. Postaram się żeby posty były ciekawe i pojawiały się wszystkie nowości, jakie mam w łazience i w głowie; podjęłam też wyzwanie pisania dla Was raz w tygodniu, zacznę od stycznia z postami podsumowującymi: makijaż, pielęgnację w 2014. 

A teraz kolejna krótka lista na 2015 dotyczy makijażu - myślałam o nieuwzględnianiu kosmetyków w kufrze, ale przemknęło się kilka z nich. Jest to moja lista uzupełniająca na najbliższe parę miesięcy, kosmetyków, które zaraz się skończą, lub też pomysł na uzupełnienie całej linii kosmetyków :) 
  1. The Balm, MaryLou Manizer: kto jeszcze o nim nie słyszał? Na razie mam doskonałe zastępstwo z Etude House Face Brightner (bardzo polecam!), ale wciąż myślę, żeby kupić właśnie ten. Jest to już hit sprzedaży internetowej, ceniony za niezwykły połysk, miękkość wykończenia. Przyjdzie czas na porównania obu produktów.
  2. Kiss Me, Herione Make Me Long and Curl Mascara: kolejny japoński tusz do rzęs, bardzo lubiany wśród użytkowników; Kiss Me jest marką drogeryjną więc tusz jest tani i każdy kto go używa mówi, że działa - jeżeli nie znajdę zastępstwa na Fairy Drops kupię właśnie ten. Liczę na to, że polski Topshop wprowadzi również zewnętrzne marki kosmetyczne, Fairy Drops można kupić właśnie w Topshopie.
  3. Rockateur Benefit: róż w odcieni zimnej śliwki z odcieniem złota; moim planem na 2015 jest uzupełnienie innych róży Benefit np. Coralisty - są świetne jakościowo, pasują do każdego typu makijażu, doskonale sprawdzają się przy świetle fotograficznym i naturalnym. Sugarbomb, Hoola, Dallas należą do mojego zestawu obowiązkowego :) Po prostu must have
  4. Zoeva Brushes: od roku myślę, że muszę je mieć - chyba wymienię wszystkie pędzle :) doskonałe włosie, piękne wykończenie i zaskakująco dobre ceny - Zoeva odkrycie 2014, zbieram na zestaw w 2015 :)
  5. Lioele, Dolish Cera-V CC Cream: kremy CC i BB to niekończące się odkrycia w moim makijażu, w planach mam jeszcze hit marki Klairs; na razie po tak fantastycznym kremie Lioele mam ochotę na więcej. Obietnice producenta są bardzo zachęcające: rozświetlenia, nawilżenie, ochrona oraz działanie przeciw przebarwieniom + piękne opakowanie.
  6. Peripera Water Tint #Cherry: tint Peripera jest określany jako najbardziej napigmentowany i najmniej wysuszający usta - mnie całkowicie urzekają opakowania! To na pewno nie ostatni z linii Perpiera jaki kupię, pojawiły się już markery do ust, a także tzw. Milky Tint. 
  7. Illamasqua Hollow Cream Cheek: idealny produkt do konturowania w kremie, Hollow spełnia wszystkie moje oczekiwania - mimo niedostepności marki w Polsce na pewno uda mi się go zdobyć. Jest to bardzo ciekawy odcień pomiędzy brązem, a szarością, idealnie naśladujący naturalny cień w zagłębieniu policzków, ponieważ jest kremowy bedzie ładnie i naturalnie wtapiał się w skórę - co bardzo lubię.
  8. Make Up For Ever Flash Palette: musi być w końcu moja, niezastąpiona, można stworzyć na jej bazie wiele własnych kolorów szminek, cieni a nawet podkładów. Dla mojej malarskiej przeszłości jest to gratka tworzyć samodzielnie kolory. Więc życzę sobie jak najwięcej kolorowych zleceń i intensywnych makijaży :)
  9. Tony Moly Bunny Pocket Sleek Mist: kolejnym dużym rozdziałem są dla mnie mgiełki do utrwalania, rozświetlania, matowienia makijażu; kiedy pracuję przy sesjach modelka ma wyglądać świeżo przez 12 godzin i wtedy mgiełki "ratują mi życie". Na pewno w 2015 przeczytacie o kilku, których uwielbiam używać. Mgiełka Tony Moly jest maleńka, a buteleczka w kształcie króliczka wprost zaprasza do zakupu. Mieści się nawet w najmniejszej kosmetyczce. Nie można przejść obok niej obojętnie :)
  10. MAC Matt Lipstick #Morange #GirlAboutTown #CandyYumYum: uzupełnienie zapasów z MACa jest zawsze nie lada zadaniem, już wiosną i latem przyjdzie czas na idealną pomarańczową szminkę jak Morange lub intensywnie różową jak wata cukrowa - zobaczymy, która z nich wpadnie do mojej kosmetyczki jako pierwsza.
FirmaKokarda

12/30/2014

Nuxe Réve de Miel - 20 Lat Kultowego Balsamu do Ust.

Jeszcze na koniec roku zdążę napisać o małych zakupach, które zrobiłam na początku sale - w końcu wpadł mi w ręce kultowy balsam do ust marki Nuxe - Réve de Miel.
Nuxe jest marką francuską, dostępną w aptekach, jej kosmetyki są chwalone na całym świecie i na pewno znacie je ze wspaniałego olejku do ciała.
Dzisiaj chciałam napisać dlaczego warto mieć ten mały i przydatny gadżet w kosmetyczce, nawet jeżeli się nie malujecie - balsam do ust ma każdy. Jest teraz duże zainteresowanie "gadżetami" typu Eos czy Balmi, ale na prawdę nie warto ich kupować. Oba sprawdziłam - odradzam, zdecydowanie na pierwszym miejscu stawiam Carmex lub maść z witaminą A.
Jeżeli coś warto mieć to na pewno Nuxe. Od kiedy pamiętam, chciałam kupić ten balsam, a przecena - 40% bardzo pomaga z w takich decyzjach (cena standardowa to ok 43 pln/15ml).

Skład: na pierwszym miejscu w składzie znajdziecie: wosk pszczeli, masło shea, lecytynę, miód akacjowy, olejek z grejpfruta, wyciąg z soi, olejek z róży, olejek z cytryny, alantoinę, wyciąg z nagietka, rumianku i słonecznika oraz witaminę E. Potem opis się kończy - marka podaje że 80% składu jest całkowicie naturalne - balsam tak jak i szminki do ust warto mieć dobrej jakości, wszystko jest wraz z pokarmami wchłaniane bezpośrednio do organizmu.
A ja z ręką na sercu najczęściej używam właśnie balsamów do ust.
Konsystencja i działanie: balsam ma wygląd wosku pszczelego, jest dosyć twardy, ale topi się pod wpływem ciepła; bardzo wydajny; nie pozostawia na ustach śliskiej powłoczki i połysku, więc jest doskonały do makijażu, szczególnie do matowych szminek. Usta stają się natychmiast odżywione i gładkie - nie potrzebujemy po nim ponownego nakładania, wchłania się i utrzymuje przez wiele godzin. Spodoba się również mężczyznom :) Przepięknie, naturalnie pachnie - trochę miodem, ale przede wszystkim grejpfrutem i cytryną. Każde sięgnięcie po niego jest czystą przyjemnością. Polecam stosować przed snem, rano usta są gładkie bez skórek; testowałam go też teraz przy mrozach i również się sprawdził.
Opakowanie: matowe, eleganckie szkło; teraz możecie kupić Reve de Miel w opakowaniu z okazji 20-lecia kosmetyku, do wyboru z różową, żółtą lub zieloną nakrętką.
Wrażenia: zasługuje na koronę, którą teraz ozdobione jest teraz opakowanie, na pewno zostanę jego wierną użytkowniczką prywatnie i w pracy.
FirmaKokarda

12/24/2014

New Year's Wishlist - Scincare/Lista Życzeń na 2015 - Pielęgnacja.

1. Kiehl's Midnight Recovery Concentrate, 2. Clarins Double Serum 
3.Skinfood Black Sugar Cleansing Oil 4. Guasha 
5. Innisfree Jeju Volcanic Mask 6. Hadalabo Q
6. Naruko Magnolia Brightning & Firminig Night Gelly 8. Naruko Narcissious Serum
9.Hadalabon Japan Tamagohada BHA + AHA 10. Elishacoy Heart Ball Massage

Za chwilę koniec roku 2014... niewiarygodnie szybko minął. Jak co roku w styczniu pojawią się posty podsumowujące moje ulubione kosmetyki 2014, i jak co roku robię listę kosmetyków, które chciałabym widzieć w swojej łazience w 2015. Nie uwierzycie jak dział robienie takich list, niby nic się nie wydarza, ale kiedy spojrzałam na swoja listę z zeszłego roku - kupiłam dokładnie wszystko co zamierzałam, poza jednym serum :)
Zachęcam do  ich robienia, można spełnić trochę swoich makijażowych i pielęgnacyjnych życzeń. Kolejna lista będzie dotyczyła makijażu i pojawi się na blogu jeszcze przed nowym rokiem.

Moja lista nie jest długa, w przyszłym roku chcę się skupić przede wszystkim na pielęgnacji anti-aging, regularnym masażu twarzy i ciała, oraz jak najbardziej kosmetykach naturalnych i aromatoterapeutycznych.
Najbardziej lubię kosmetyki w postaci serum - za ich skoncentrowane działanie i natychmiastowe efekty. Mylnie utarło się, że serum jest zarezerwowane dla "dojrzałych kobiet", teraz macie nieograniczony wybór od serum nawilżającego, przeciwzmarszczkowego, nawadniającego, rozświetlającego, ujędrniającego czy przeciwdziałającego wypryskom. Najlepiej zacząć ich używać jak najwcześniej: np. około 20 roku życia możecie stosować serum z wyciągiem z aloesu dla poprawy nawilżenia skóry + serum antyoksydacyjne lub na wypryski. Po 30 roku życia warto dodać składniki działające na spoistość i napięcie skóry; w każdym wieku sprawdzi się witamina C.

Pielęgnacja:
  1. Hadalabo Hada Labo Japan Tamagohada AHA + BHA: żel do mycia twarzy w postaci gęstej pianki z zawartością kwasów AHA i BHA, polecany przez Azjatycki Cukier; ma za zadanie oczyszczać pory, osłaniać młodszą, zdrowszą skórę bez ściągnięcia i wysuszenia: przede wszystkim przekonują mnie bardzo dobre recenzje tego produktu, a złuszczanie i oczyszczanie to moje dwa "koniki".
  2. Skinfood Black Sugar Cleansing Oil: olejki do demakijażu w postaci płynnej, lub kremowej tzw: cleansing balm podbiły mój demakijaż; uwielbiam maseczkę do twarzy z linii Black Sugar, mam również krem do rąk, oba kosmetyki są świetne - wspaniale pachną. Jest to mieszanka azjatyckiej limonki i brązowego, palonego cukru; dlatego zdecydowałam się kupić ten olejek jako następny.
  3. Innisfree Jeju Volcanic Mask: przy mieszanej skórze maska oczyszczająca na półce to podstawa, często je zmieniam i szukam godnych następców. Innisfree bazuje na naturalnych składnikach, glinkę wulkaniczną i inne składniki do swoich kosmetyków pozyskuje z upraw na wulkanicznych wyspach Jeju. Miałam już próbkę tej maski, jest niezwykle kremowa, łagodna, jednocześnie świetnie oczyszcza, a skóra jest rozjaśniona i matowa. Jest to jeden z bestsellerów Innisfree.
  4. Guasha: czyli narzędzie do masażu twarzy i ciała wykonane z kości bawołu lub jadeitu; przez ostatni rok zaczęłam używać jadeitowych rolek do masażu twarzy, bardzo je polubiłam, ale szczególnie zainteresował mnie masaż guasha: wspomaga cyrkulację krwi, eliminację toksyn - ta technika jest stosowana od tysięcy lat przez medycynę chińską; o masażu guasha pisałam przy okazji moich ulubionych masek do masażu Hera, O HUI i History od Whoo.
  5. Elishacoy 3D Spin Cleaner Heart Ball: kolejne narzędzie o którym marzyłam to końcówka do mojej szczotki do mycia twarzy ElishaCoy. Nowa wersja jest uzupełniona o masażer do twarzy - jak mogłabym go nie wypróbować? Można używać go z pianką do demakijażu lub olejkiem. Jest to pierwsza rzecz jaką już kupiłam z mojej listy - recenzja wkrótce! :)
  6. Secret Key Starting Treatment Essence: esencja to zupełnie nowy kosmetyk w mojej pielęgnacji, jest to pierwszy krok pielęgnacyjny - nie jest to tonik, tylko delikatniejsza wersja wodnego preparatu opartego w tym przypadku na wyciągu sfermentowanych drożdży; od boomu SK II, koreańskie koncerny kosmetyczne prześcigały się w stworzeniu podobnego bestsellera, udało się to marce Missha, recenzowałam już First Essence, która właśnie mi się skończyła, a czytałam dużo dobrego na temat podobnego preparatu z Secret Key - więc z chęcią go wypróbuję tym bardziej, że jest prawie o połowę tańszy.
  7. Naruko Magnolia Brighniting and Firming Line Narcissious DNA Repair Line: kosmetyki Naruko "chodzą" mi po głowie już od prawie roku i na pewno 2015 upłynie pod ich znakiem:) Jest to tajwańska marka kosmetyków naturalnych, bardzo lubiana przez Japonki i Koreanki, ma bardzo dobre recenzje wśród używających i przystępne ceny. Postanowiłam zacząć od linii rozjaśniającej i ujędrniającej z magnolią, spodobała mi się też linia DNA z wyciągiem z narcyza. Część zysków ze sprzedaży Naruko jest przekazywana do wspierania biedniejszych rejonów Tajwanu co jest dla mnie dodatkowym plusem. Marka Bardzo dba o piękny design opakowań i zapachy swoich produktów.
  8. Clarins Double Serum: czołowe serum marki Clarins; aż 20 ekstraktów roślinnych stymuluje 5 najważniejszych funkcji skóry, może być stosowane już po 25 roku życia, innowacyjna formuła łącząca składniki rozpuszczające się najlepiej w wodzie i tłuszczach - stąd dwie oddzielne komory w opakowaniu serum. Ponieważ jest dosyć drogie poczekam z nim do następnych urodzin :) 
  9. Hadalabo Milk Retinol 3D: ponieważ kończę opakowanie lotionu Kanebo Freshel' (w końcu!), zastanawiam się nad zakupem mleczka lub lotionu z tej serii, w składnie znajdziecie retinol, kwas hialuronowy; mleczko którego wcześniej używałam miało w składzie kwas hialuronowy i wit.C; ten typ kosmetyków jest doskonały do utrzymywania stałego poziomu nawilżenia, poprawia też jędrność skóry, świetnie koi podrażnienia; bardzo polecam stosowanie tego typu lekkich lotionów dla każdego rodzaju skóry. Dodatkowym plusem jest pojemność - starcza na baaardzo długo :)
  10. Kiehl's Midnight Recovery Concentrate: od kiedy Kiehl's jest w Polsce od razu miałam ochotę na słynne Midnight Recovery, organiczny skład, naturalne olejki i działanie od razu kuszą do zakupu, również recenzja Ani Kuczyńskiej :) Mam już próbkę do wypróbowania - więc pierwsza recenzja już wkrótce. Kolejnym kosmetykiem, który mnie zaciekawił jest Eye Creamy Eye Treatment with Avokado, czyli bogata kremowa maseczka z wyciągiem z olejku z awokado pod oczy. Jeżeli chodzi o Kielh's to na pewno nie koniec! :)
Przydatne linki: 
Kanebo Freshel: lotion nawilżający z wit.C
Banila co. Cleansing Balm i Perfect Whip Kanebo: produkty do demakijażu min. balsam oczyszczający, oraz pianka Kanebo
O HUI Age Recovery Massage Mask: maska z olejkami do masażu
History of Whoo Essencial Massage Mask: zdecydowanie ulubiona maska do masażu!
Hera Age Away Massage Mask: kremowa maska do masażu
Elishacoy 3D Spin Cleaner: szczoteczka do demakijażu
Missha Time Revolution First Time Essence : esencja na bazie sfermentowanych drożdży
OST Orginal Pure Vitamin C teraz ze zmienioną nazwą C20: 20% witamina C w postaci płynnego serum, mój całoroczny bestseller
Skinfood Black Sugar Mask: maska złuszczająca z brązowym cukrem

FirmaKokarda

12/14/2014

Bazy pod Makijaż - Część 2/Becca, Laura Mercier, Tony Moly, Etude House, Missha, Lioele, Tosowoong.

Bazy pod makijaż są według mnie niezastąpione - jeżeli nosicie makijaż codziennie i zależy Wam na jego długotrwałym utrzymywaniu się ten post jest skierowany do Was.

Często słyszę od swoich klientek, że makijaż im spływa po kilku godzinach, że nie wygląda świeżo, że kiedy jest gorąco nie ma mowy o makijażu. Żadna z nich nie używała bazy pod makijaż. W tych szczególnych przypadkach, jeżeli dotyczy Was ten problem - kupcie choć jedną z nich.
Oprócz tego primery wspomagają skórę: zawierają czynniki nawilżające, filtry, witaminy. Możecie ich używać ze względu na poprawę kolorytu skóry, wygładzenie, zmniejszenie porów lub przeciwdziałanie przetłuszczaniu się skóry. 

Nie należy się martwić, że dodatkowa warstwa na skórze nie pozwoli jej oddychać, zablokuje pory. Współczesne kosmetyki produkowane są tak żeby Wam pomóc. Bazy(primery) zazwyczaj zawierają sylikon, używam ich codziennie i nigdy nie miałam z tego powodu problemów ze skórą. Wybór należy do Was, ale zapewniam, że przy dobrym demakijażu (olejki + szczoteczka, maseczka z glinką po wieczornym demakijażu) zapobiegną "zapychaniu"porów. Wyszczególniłam dwie z nich, które są wolne od sylikonu i może się Wam spodobają. Przydadzą się przed sezonem świątecznych spotkań z rodziną i przyjaciółmi i w okresie karnawału, mam nadzieję, że zostaną z Wami na dłużej.

Lubię mieć ulubioną na słabsze dni kiedy jestem niewyspana, przemęczona; inną na lato (taką, która podkreśli opaleniznę, zabezpieczy przed słońcem) lub niwelującą przebarwienia i nierówny kolory skóry. 
Produkty z pigmentem + zmieniające kolor pod wpływem utleniania: 
Każdy krem CC może posłużyć Wam jako baza pod makijaż, polecam je osobom ze skłonnością do wysuszania się skóry w ciągu dnia lub dla skór: suchej, normalnej, bądź odwodnionej. Bazy typu CC przepięknie wyrównują koloryt skóry, dobrze niwelują też zmęczenie. Moje ulubione kremy CC przez ostatnie miesiące:Tony Moly CC Aura, Etude House Baby Choux BaseLioele Dolish Veil Vita BB #01 Georgous Purple. Linki do recenzji tych produktów znajdziecie pod postem.
Bazy rozświetlające z mikro-drobinkami:
czyli takie, które zawierają mikro-pigmenty odbijające światło, mogą być widoczne w postaci drobinek, lub tworzyć mieniącą się powłokę. Mam już trzy takie bazy nie licząc wycofanych już baz z Body Shopu Skin Enhancers, bardzo polecam bazy marki Revlon, MAC Strobe Cream.

Becca Radiance Primer Illuminating and Brightning: działa jak baza i rozświetlacz; bardzo lekka, żelowa baza z wyraźnymi złotymi drobinkami, pozostawia poblask na skórze,  po nałożeniu wygląda na bardziej wypoczętą; dobrze nawilża, ładnie się rozprowadza bez rolowania. Jest doskonała do każdego typy skóry nawet o rozszerzonych porach czy tłustych partiach. Będzie świetna na lato, lub kiedy chcecie żeby skóra wyglądała promiennie. Daje subtelny, naturalny efekt - doskonała na uroczystości takie jak ślub, wieczorna kolacja. Nie zawiera alkoholu, parabenów, ani sztucznych barwników. Można nakładać ją pod makijaż lub dodać do ulubionego podkładu. Becca słynie ze swoich rozświetlaczy ale baza jest również doskonała.
Missha BB Boomer: baza o bardziej kremowej konstysencji, dla skór suchych lub normalnych, wygląda jak gęste mleczko, ma perłowo- różowy wyraźny poblask, co nie każdemu odpowiada - ja bardzo ją lubię. Odradzam ją osobom z "niebieskim" pigmentem w karnacji (to te osoby, których żyłki na nadgarstkach mają zabarwienie bardzo błękitne i często wyglądają na zmęczone). Będzie doskonała dla osób, które mają dużo żółtego pigmentu w kolorze skóry.
Dior Glow Maximizer Primer: tej bazy nie ma na zdjęciach, pojawiła się w moim kufrze niespodziewanie :) jako prezent, warto na nią zwrócić uwagę, baza o gęstszej konsytencji w perłowo-złotym kolorze, nawilża, wygładza skórę, można stosować ją miejscowo na kości policzkowe lub pod oczami. Jest w porównani do bazy Becca bardziej kryjąca i bardziej złota na skórze. Niesamowicie utrzymuje makijaż, daje bardzo wygładzoną i wyrównaną powierzchnię skóry. Więcej o tej bazie w oddzielnym poście.
Bazy bezbarwne:
W postaci lekkiego, żelowego kremu. Może to być pierwsza baza po jaką sięgniecie, dobrze sprawdzą się też dla osób z rozszerzonymi porami, skórą tłustą; jeżeli nie lubicie kiedy baz daje efekt rozjaśnienia, lub lśniący efekt najlepiej sięgnąć po ten typ bazy.

Tosowoong Pore Ex: polimer sylikonowy, baza wygładzająca, zawiera czynniki mające wpływ na wielkość porów stąd nazwa "serum", bardzo dobrze wygładza, podkład lekko ślizga się po jej powierzchni, mój duży ulubieniec wśród baz bardzo przypomina bazę Benefit Porefessional.
Laura Mercier Foundation Primer Protect: nie zawiera sylikonu, sztucznych barwników i alkoholu, oraz parabenów. Mam dwie bazy Laury Mercier jedną z filtrami (30 UVA,UVB), oraz klasyczną do każdego typu skóry - nie dziwię się, że ta marka jest uważana za najlepszą w tej dziedzinie, Laura Mercier jako pierwsza wprowadziła bazy do kanonu makijażu. Jestem jej za to bardzo wdzięczna! Bardzo wydajne, nie zbierają się w załamaniach skóry i doskonale utrzymują makijaż. Skóra jest dodatkowo doskonale nawilżona.
Konstystencja i zmiana koloru:

1.Tony Moly CC Aura, 
2. Lioele Dolish Vita Veil, 
3.Etude House Baby Choux, 
4.Becca Rdiance Primer, 
5. Missha BB Boomer, 
6. Laura Mercier Foundation Primer Protect, 
7. Tosoowong PoreEx Serum 
Na zdjęciu powyżej możecie zaobserwować jak zmienia się kolor po roztarciu produktu oraz jaką ma zawartość substancji tłuszczowych. Najbardziej nawilżające i kryjące są krem CC Tony Moly i baza Lioele.

Pomocne linki: 

12/04/2014

Bazy Pod Makijaż - Część 1/Lioele Dollish Veil Vita BB - Recenzje.

Jestem w trakcie pisania dla Was posta na temat baz pod makijaż - bo według mnie to niedoceniony kosmetyk, który dla mnie jest jednym z najważniejszych jakich używam. Często moje klientki, koleżanki pytają mnie "jak ty to robisz, że tak świetnie wyglądasz przez cały dzień"? I nie chodzi mi tutaj o chwalenie się "moim wspaniałym wyglądem" tylko o utrzymywanie makijażu na twarzy tak długo jak chcemy i w taki sposób jakby był zrobiony przed chwilą. 
Moje triki:
  1. nawilżanie skóry i odpowiednie przygotowanie jej do makijażu: skóra w pełni nawilżona i nawodniona, będzie pięknie odbijała światło - warto ją w odpowiedni sposób oczyszczać i złuszczać regularnie, odda Wam wtedy cały swój blask i siłę.
  2.  poprawki w ciągu dnia: to proste wystarczy mgiełka do makijażu, woda w sprayu lub specjalny fixer, który macie w kosmetyczce i bibułki matujące. Nie wierzcie, że istnieją podkłady, które niezmiennie są na skórze przez 12 -16 godzin :) to czysty marketing. Jeżeli macie problemy z gromadzeniem się podkładu np. pod oczami, noście ze sobą również odrobinę kremu pod oczy i korektora pod oczy - ja używam opakowań po szkłach kontaktowych, ważą niewiele, a w sytuacji szybkich poprawek sprawdzają się znakomicie. O moich ulubionych mgiełkach wkrótce napiszę nową recenzję.
  3. baza pod makijaż: ze względu na typ skóry lub efekt, który chcecie uzyskać stosujecie bazę pod makijaż, przedłuży jego trwałość i pomoże Wam wyglądać jak najlepiej przez długi czas.
Lioele Dolish Veil Vita BB #01 Gorgeus Purple:  ten krem BB zasługuje na oddzielna recenzję, zakochałam się w nim już po pierwszym użyciu :) nic dziwnego, że od ponad dwóch lat jest to bestseller Lioele. Jest to według mnie bardziej krem CC, ale wtedy nie było jeszcze na rynku kosmetycznym tego określenia. Jest bardzo podobny w konsystencji i wyglądzie do Tony Moly Louminous Pure Aura CC Cream.
W magiczny sposób po wyciśnięciu jasno-fiołkowy krem zamienia się na skórze w woalkę półmatowego blasku, skóra jest wypoczęta, rozjaśniona, wygładzona, znikają cienie pod oczami, zasinienia, mniej widoczne są ślady po wypryskach. Baza nadaje się do każdego typu skóry poza bardzo tłustą. Krem dobrze maskuje rozszerzone pory, matuje skórę. Jest bardzo wydajny, pół pompki starcza na całą twarz. Nie roluje się, nie zostawia smug, po rozprowadzeniu zmienia odcień i dopasowuje się do kolorytu skóry, a rozprowadza się bajecznie, jak najdroższy podkład. Krycie określiłabym jako średnie - ale jest to krem BB z funkcją bazy, więc każda z Was może użyć dodatkowo korektora i podkładu.
Opakowanie jest przepiękne - jak na markę Lioele przystało, jest różowe i urocze, ale dobrze spełnia swoja funkcję, ma pompkę, która działa:)przez cały okres stosowania, przyciskając lekko można uzyskać wyciśnięcie połowy porcji kremu.
Poleciłabym go osobom lubiącym naturalne wykończenie i nie lubiącym ciemnej skóry i opalenizny. Dodatkowo zawiera 6 witamin: A, B5, C, E, F, H oraz filtr 25/PA ++. Znajdziecie go w dwóch wersjach kolorystycznych: fiołkowej #1, oraz zielonej #2 (dla skóry z problemem naczyniowym czy wypryskami). Kosztuje niewiele jak na tą jakość, tylko ok. 50 pln za 30ml.
Ten krem już trafił na moją listę bestsellerów roku 2014 i :) A na moją wishlistę na 2015 trafiła już jego nowa wersja Dollish Cera -V CC Cream.
Przydatne linki:
FirmaKokarda

11/27/2014

Perfect & Simple Holiday Cherry Lips/Świąteczny Makijaż Ust z Nową Kredką Maybelline - Color Drama Lip Pencil.

Czerwone usta to dla mnie synonim makijażu świątecznego, pasuje do małej czarnej, którą zazwyczaj nakładam przy świątecznym stole - elegancki i kobiecy, musi być trwały i prosty do wykonania. Ma jeden minus trzeba go poprawiać, ale istnieją kosmetyki, które rozwiązują ten problem. 
Nie ma chyba nic łatwiejszego niż jeden produkt, który zastąpi szminkę i konturówkę, daje modne matowe wykończenie i jest trwały.
Ostatnio na wielu blogach i vlogach pojawia się wciąż od nowa jedna kredka do ust: Color Drama Velvet Lip Pencil Maybelline, jest już oficjalnie nazwany nowym duplikatem dla kredek NARS tylko, że lepszym (?!). Jak mógłby nie pojawić się w mojej kosmetyczce?! Minus - całkowita niedostępność na rynku polskim - tak jak w przypadku większości cieni Color Tattoo, marka Maybelline nie ma chyba pomysłu na to żeby wprowadzić ten produkt na rynek polski. Wielka szkoda... :(
Oczywiście udało mi się go odnaleźć w mojej ulubionej perfumerii online iPerfumy.pl w cenie 19 pln za sztukę. Kupiłam dwa kolory: Ligh it Up #404, który okazał się odpowiednikiem mojej ulubionej kredki Cherry MAC, oraz #410 Fab Orange, nasycona czerwień z domieszką pomarańczu. 

Nie ma nic prostszego niż pomalować usta tymi kredkami, rozprowadzają się lekko i miękko, mają przyjemne, welwetowe wykończenie (mat z odrobiną satynowego połysku) i na prawdę nie wysuszają ust. Kolory są przepiękne, nasycone, głębokie - nikt by nie powiedział, że jest to szminka za 19 pln :) do tego wielki uśmiech, odrobina złotego cienia, rozświetlacz na policzki i jesteście gotowe na świąteczną kolację.

Pomocne linki:
FirmaKokarda

11/23/2014

Italy Towel - Sposób na Idealnie Gładką Skórę/Peeling Ciała.

Każdy ma swojego "konika" - moim jest złuszczanie, głęboko wierzę w odnowę naskórka naturalnymi metodami. Pisałam wam już o japońskiej technice masażu szczotką na sucho, parę miesięcy temu odkryłam jeden z najtańszych azjatyckich sposobów na idealnie gładką skórę ciała.

Italian Towel jest popularny tak bardzo, jak popularne są w Korei wspólne kąpiele w łaźniach publicznych. Wiele osób pamięta go z dzieciństwa, kiedy mama szorowała nim bezlitośnie plecy (w Korei do łaźni chodzi się wielopokoleniowo), a mały ręczniczek-rękawicę można kupić w każdym sklepie "na rogu":) Jest to alternatywa dla tych osób, które używają kessy. Oglądałam ją w Organique i myślę, za zasada działania i materiał, z którego jest wykonany italian towel są do siebie bardzo podobne lub takie same.
Koreańska rękawica jest o połowę mniejsza od kessy, nie mieści się w niej cała dłoń, ale mi to nie przeszkadza.

Po kąpieli lub prysznicu, wystarczy posiedzieć chwilę w nagrzanej łazience. I zabrać się do roboty - ciało należy masować od dołu do góry w kierunku serca. Nie stosuje się do tego żadnych produktów typu: mydła, peelingi - wystarczy ręczniczek. Po chwili skóra zaczyna się złuszczać jak szalona - nie jest to może zbyt przyjemny widok - ale efekty są zachwycające. Nie masujcie zbyt mocno, szczególnie okolic piersi, brzucha - możecie pozwolić sobie na dłuższy masaż nóg i pośladków, ramion, łokci, kolan - wszędzie tam gdzie skóra jest grubsza. Nie jest to rękawica do masażu twarzy - tylko do ciała. Po skończonym zabiegu warto jeszcze raz wziąć delikatny chłodniejszy prysznic i wsmarować w mokrą skórę pielęgnacyjny olejek.
Efekty:
  • dotleniona, złuszczona i niesamowicie gładka skóra
  • lepsza przyswajalność produktów do pielęgnacji
  • ujędrnienie
  • pozbycie się toksyn (dlatego warto skupić się przy masażu na miejscach, w których toksyny się skupiają: uda, pośladki, ramiona)
  • lepszy nastrój :)
Ręczniczek kosztuje ok. 4-6 pln za sztukę przez Ebay.
Pomocne linki:

11/09/2014

Idealny Odcień Podkładu - Triki Makijażystów.

Co zrobić jeżeli znalazłaś idealny podkład, ale jego odcień zmienia się wraz z porą roku i jest dla ciebie niekorzystny? Latem jest za jasny lub odwrotnie zimą jest zbyt ciemny? Albo dostałaś "nietrafiony" kolorystycznie prezent? Są też osoby o bardzo jasnej karnacji, które muszą mieć ekstremalnie jasny podkład.

Na szczęście jest kilka możliwości z których warto korzystać, żeby nie zmarnować swoim produktów do makijażu - są bardzo proste i świetnie się sprawdzają. Mamy na rynku coraz więcej świetnych produktów do profesjonalnego makijażu z , których możecie skorzystać, druga metoda nie wymaga używania profesjonalnych kosmetyków.

Każdy podkład to mieszanka pigmentów: białego, żółtego, czarnego i czerwonego zawieszonych w bazie wodno - olejowej + substancje nadające konsystencję, sposób utrwalania się kosmetyku na twarzy, dające poślizg, substancje konserwujące, zapachowe oraz pielęgnacyjne.
Bazą kolorystyczną dla podkładu jest przede wszystkim biały pigment i dodatek pigmentu żółtego, czarnego i czerwonego. Pigment czerwony daje nam bardziej różowy odcień podkładu, żółty ociepla i nadaje biszkoptowe tony. W zależności od ilości czarnego pigmentu podkład staje się coraz ciemniejszy.
My kupujemy już gotowy produkt, ale gdybyście zobaczyły w jakich olbrzymich kadziach miesza się Wasz ulubiony podkład :)

Jeżeli miałyście w szkole plastykę i znacie teorię 3 podstawowych kolorów, łączenie ich nie powinno stanowić żadnego problemu. Biały, czerwony i niebieski pigment po połączeniu stworzą odcień fiołkowy; biały, żółty i niebieski - pistacjowy (wykorzystywany przy skórach naczyniowych); biały i czerwony to oczywiście róż chętnie wykorzystywany w bazach dla skór ziemistych.
Dzięki temu, jeżeli kupicie gotowe pigmenty możecie sterować dowolnie kolorem podkładu.

1. Stosowanie płynnych pigmentów
  • rozjaśnianie: biały pigment, może być też baza: jasnofioletowa lub różowa (dla skór o niezdrowym kolorycie: poszarzałych, zbyt ziemistych, zbyt żółtych); zielona (dla skór z silnym zaczerwienieniem na twarzy)
  • ocieplanie: pigment żółty, lub połączenie żółtego i czerwonego (pomarańcz)
  • ochładzanie: pigment różowy, fiołkowy, niebieski 
  • przyciemnienie: pigment czarny, pigment brązowy
Pigmenty mogą być w czystej postaci, lub w postaci bazy pod makijaż (w odcieniu: białym, różowym lawendowym, zielonym). Przy stosowaniu czystych pigmentów w płynie dodajemy pół kropli pigmentu białego na porcję podkładu - inne takie jak czerwony, czarny - radziłabym dodawać w minimalnych ilościach. Pigment żółty dodany do korektora sprawi, że nawet bardzo głębokie cienie pod oczami nie będą widoczne.

2. Mieszanie dwóch podkładów (dwóch podkładów i pigmentów, lub baz pod makijaż)
Inną metodą jest kupienie dwóch podkładów o tej samej bazie (wodnej lub olejowej) i mieszanie ich ze sobą w odpowiednich proporcjach. Dodatkowo możecie użyć pigmentów lub baz i dogodnie dla swojej karnacji je zmieszać by otrzymać idealny odcień. Wszystkie rady możecie zastosować też do korektorów.

3. Rozjaśnianie o półtonu za pomocą pudru koloryzującego
Jeżeli podkład jest tylko odrobinę za ciemny, możecie kupić puder w kolorach odbijających światło w zależności od potrzeb. Po aplikacji na zbyt ciemny podkład, karnacja naturalnie się wyrówna, choć będzie to bardziej złudzenie optyczne :)
Najbardziej polecam pudry MAC CC Prep & Prime w odcieniach żółtym, jasnofioletowym - który sprawdzi się przy każdym oświetleniu, oraz ulubiony puder bananowy Bobby Brown Pale Yellow do korekcji zaczerwienień oraz pod oczy.

4. Zamiana korektora w pastę kamuflującą za pomocą pigmentów - DIY 
To chyba największa ciekawostka, na prawdę nie musicie kupować kamuflaży - wystarczy korektor i odrobina różowego, fuksjowego (?!) pigmentu lub szminki. TAK - czerwonego lub w kolorze wściekłego "różu", po dodaniu do korektora odrobiny pigmentu, macie korektor-kamuflaż, który zatuszuje wszelkie cienie, żyłki, ciemne przebarwienia.
Można też stworzyć ten kamuflaż przez roztopienie korektora i pigmentu w mikrofalówce, następnie przelewacie je do małego pojemniczka i macie stworzony tylko dla siebie kamuflaż. Jeżeli nie macie mikrofalówki wystarczy świeczka i metalowa łyżka.

Gdzie kupić pigmenty?
Moje ulubione produkuje Make Up For Ever - Chronomatic Liquid Pigments, macie do wyboru pełną kolorystykę i dwa rodzaje pigmentów na bazie olejowej i na bazie wodnej. Zazwyczaj lepiej się sprawdzają olejowe, bo nie mam zbyt wielu podkładów na bazie wody. Dostaniecie je w sklepach PRO. Możecie też skorzystać z mieszania podkładów z Flash Palette, ale jest to dosyć drogie.

Kolejnym ulubieńcem jest MAC Face&Body White, może być rozczarowujące, że można go kupić w Polsce tylko online, ale za to mamy linię Prep&Prime CC Color Corrector - gdzie znajdziecie pełną gamę baz i pudrów w kolorze: żółtym, białym, różowym.
Bazy koloryzujące produkują także marki :Make Up For Ever HD Primer, Hera, Lioele - mój ukochany krem Dolish Vita BB Cream w odcieniu fiołkowym, Baby Choux Etude House, Chanel Le Blanc Base, Kanebo, Shiseido.
Cały czas stosuję Dermacol Camuflage Kryolan, można je śmiało łączyć z podkładami - szczególnie przydaje mi się w pracy Ultrafoundation Trio, albo korzystam z Supracolor.

Linki do produktów, które już recenzowałam:
Baby Choux Etude House
Kryolan Ultrafundation i Dermacol Camuflage : odcienie, które posiadam

Mam nadzieję, że post się Wam przyda, a jeżeli macie swoje triki, którymi chcecie się podzielić - zachęcam do komentowania.
FirmaKokarda

11/04/2014

Ciracle Red Spot Cream - Kojący, rozjaśniający krem na wypryski.

To jeden z kosmetyków bez których nie wyobrażam sobie mojej półki w łazience.
Moja skóra "oszalała" i nagle zrobiła się miejscami tłusta i skłonna do wyprysków. Takie rzeczy po 30? No cóż widocznie właśnie wtedy mogą się zdarzyć :) ale znalazłam ten krem.
Jest to jeden z najchętniej kupowanych kremów w Korei przy problemach z trądzikiem i uporczywymi wypryskami. Każdy kto go używa świadczy o jego skuteczności - ja także mogę się pod nim podpisać z czystym sumieniem. Stosuję go na zaognione miejsca, rozwijające się "niespodzianki" w każdym stadium. Na opakowaniu znajdziecie uroczą dziewczynkę, która na pewno wygrała wojnę ze swoimi wypryskami :)))

Jak używać?
Wystarczy wieczorem posmarować niespodziankę odrobiną Red Spot Cream, a rano nie ma po niej śladu. Jeżeli jest w bardziej zaawansowanym stanie, krem goi ją szybciej i uspakaja skórę.
Polecany jest przede wszystkim przy pozbywaniu się zmian i głębokich blizn potrądzikowych - to jest jego główna zaleta. Blizny po wypryskach czasem są widoczne miesiącami, z tym kremem, możecie się ich pozbyć w parę tygodni. Wyraźnie rozjaśnia i leczy skórę.
Można stosować go również pod makijaż. Nie wysusza skóry - wręcz przeciwnie nie ma żadnych nieprzyjemności takich jak: łuszczenie, wysuszenie. Ma przyjemną gęstą, kremową konsystencję - zawsze przy stosowaniu używam szpatułki. Ważne żeby w trakcie stosowania używać go na suchą skórę i nie łączyć z innymi kosmetykami.
Red Spot Cream stosuję tylko do-miejscowo na noc, na dzień używam z serum z wit. C C20 OST oraz Serum Rozjaśniającym lub Azelo-Oliwkowym z Biochemii Urody żeby wspomóc skórę w walce z przebarwianiami + oczywiście wysokie filtry.
Krem jest bardzo wydajny - mam go ponad pół roku, a nie zużyłam nawet 1/3. 
Co zawiera?
W składzie znajdziecie min. cynk, olejek z drzewa herbacianego, wyciąg z Centelli - działanie rozjaśniające (Wąkrota Azjatycka), wyciąg z kwiatów Robinii Akacjowej.
Dostępna są teraz dwie wersje kremu: z wizerunkiem dziewczynki z 2013 r, wersja ulepszona bez parabenów, krem jest w kolorze białym, oraz starsza wersja, krem w kolorze jasnozielonym, w całkowicie białym opakowaniu.
Krem kosztuje ok. 58 - 64 pln możecie kupić go na Ebayu, polecam Wishtrend.

Linki do pomocnych recenzji:
Serum Rozjaśniające Biochemia Urody
Serum OST C20/serum z 20% wit C.

FirmaKokarda

10/28/2014

Avéne Cleanance Expert - Nowość do skóry trądzikowej/Rozdanie.

W czerwcu w Zamku Ujazdowskim, w kinie Lab odbyła się konferencja prasowa marki Avéne, na którą zostałam zaproszona wraz z wieloma blogerkami z Polski. 
Gama Cleanance Avéne jest dostępna już od września w aptekach. Do przetestowania dostałyśmy dwa produkty Cleanance oraz wodę termalną, której nikomu zapewne nie trzeba przestawiać :)
Chciałabym zaprosić wszystkich czytelników mojego bloga na rozdanie, którego zasady ogłoszę już dziś na Facebooku.
Jak działa emulsja Cleanance EXPERT?
Podczas szerokiej prezentacji, gdzie występowali goście specjalni min. doktor Łukasz Matusiak, który omówił patofizjologię trądziku pospolitego (zapoznaliśmy się z przyczynami i stadiami tej choroby), Avéne przedstawiło swój kluczowy produkt Cleanance EXPERT. 

Emulsja jest nowością w gamie Cleanance i stanowi doskonałe uzupełnienia pielęgnacji dla posiadaczek cer tłustych i trądzikowych. Można stosować ją w każdym stadium trądziku i dzięki temu nie dopuścić do rozwoju bakterii na skórze. 
Skład:
Emulsja zawiera Monolaurin, który skutecznie rozwiązuje problem nadmiernego wydzielania sebum, oraz X-pressin™, wysoko tolerowaną substancję złuszczającą nowej generacji, ale najbardziej innowacyjnym składnikiem tej emulsji jest Diolényl®. To substancja aktywna o udowodnionym działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym, została nazwana przez przedstawiającą nam produkt Magdalenę Postaleniec z Avéne, koniem trojańskim, ponieważ działa właśnie na takiej zasadzie. Została stworzona przez Dział Badań Naukowych Pierre Fabre, "inteligentnie" skupia się na strefach dotkniętych zmianami, nie zakłócając równowagi zdrowych partii skóry (przede wszystkim powoduje zmniejszanie namnażania się bakterii P.acnes, niweluje krostki i zaczerwienienia, oraz zaskórniki). 
Emulsja ma przyjemną, lekką i nietłustą konsystencję i świeży, piękny zapach. Zaraz po nałożeniu, skóra jest zmatowiona i nawilżona. Można ją łączyć z terapią lekami domiejscowymi, oraz innymi produktami pielęgnacyjnymi. 
gama produktów Cleanance
dr. Łukasz Matusiak podczas prezentacji
Avéne Cleanance Eau Nettoyante/Cleansing Water
Kolejnym testowanym przeze mnie produktem jest woda miceralna Cleanance. Przeznaczona jest do skóry trądzikowej, tłustej i mieszanej z problemami skórnymi. Zawiera wodę termalną Avéne oraz Laurynian Glicerolu, który pomaga pozbyć się nadmiaru sebum. Jest niezwykle przyjemna w stosowaniu, ma delikatny, świeży zapach korespondujący z innymi produktami Cleanance. Skóra po użyciu jest matowa, a pory są ściągnięte. Niestety nie zmywałam nią makijażu wodoodpornego, ale woda ma takie właściwości. Dołączam ją do pielęgnacji porannej i wieczornej strefy T, oraz przemywam nią "niespodzianki" na skórze. Bardzo lubię ten produkt.
Po każdym wieczornym demakijażu jako zakończenie oczyszczania skóry stosuję wodę termalną, stali czytelnicy wiedzą, że uwielbiam Uriage - ale woda Avene jest zaraz po niej :) Ma dobry dozownik, po wchłonięciu po ok. 2 min należy ją osuszyć. 
Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam produkty Avene i będziecie zainteresowane gamą Cleanance. Co bardzo podoba mi się w produktach Avene to ich przyjazne dla skóry działanie, właściwości lecznicze; przy trądziku bardzo częstym efektem po stosowaniu leków i terapii do-miejscowych jest nadmierna oleistość, ale i nadmierne wysuszenie i odwodnienie skóry - produkty Avéne opowiadają na wszystkie problemy.
W gamie Cleanance znajdziecie szereg wspaniałych produktów od żeli oczyszczających, poprzez maski, sztyfty korekcyjne, krem i emulsję nawilżającą. 
Emulsja Cleanance Expert zawiera 40 ml i kosztuje 65 pln; woda termalna w pojemności 400 ml/52 pln.
FirmaKokarda

10/25/2014

Shiseido Perfect Refining Foundation SPF 15/Recenzje.

Ponieważ używam stale kremów BB, nowy podkład nie był mi potrzeby i gdyby nie był prezentem, nie pojawiłby się w mojej kosmetyczce. Ale bardzo dobrze się stało bo to jeden z tych produktów, które można określić mianem "niezastąpiony, idealny, złoty gral".
Oczywiście zbiera różne recenzje od bardzo przychylnych do negatywnych, ale wiele kobiet uważa go cud w najmniejszej buteleczce jaką trzymałam w ręku :)

Darzyłam zawsze markę Shiseido wielką sympatią, niezależnie czy były to produkty do makijażu czy pielęgnacji. Są luksusowe, oszczędne w wyrazie i bardzo dobrze przemyślane.
Ciągnęło mnie do wschodniej estetyki tej marki i wprost uwielbiam ich pielęgnację. Używałam doskonałych baz pod makijaż, pudrów rozświetlających, pudrów sypkich, róży, linerów - ale podkładu jeszcze nigdy.

Shiseido Perfect Refining Foundation SPF 15

Skład: Hydro-Producing Complex, który optymalizuje stopień nawilżenia w ciągu dnia i nie dopuszcza do odwodnienia; Micro-Smoothing Complex: ekskluzywny składnik opracowany przez Shiseido, który daje efekt niezwykłego wygładzenia i miękkiego wykończenia skóry (chodzi o efekt jaki daje naturalne światło), dzięki czemu niedoskonałości na skórze są mniej widoczne.
Jest to podkład typu longwear więc ma za zadanie nie zmieniać swojego wyglądu przez 15 godzin, przynajmniej tak obiecuje producent.

Opakowanie:
Byłam bardzo zaskoczona jak mała jest ta buteleczka, mniejsza niż Vitalumiere Aqua Chanel, ale zawiera dokładnie tyle samo produktu - 30 ml. Wykonana z plastiku, lekka, poręczna, doskonale zmieści się do kosmetyczki, ma maleńki dziubek, który ułatwia dozowanie. Ponieważ pokład jest dosyć wodnisty - taki aplikator zapobiega wylewaniu się produktu. Przed użyciem należy go jeszcze wstrząsnąć, aby baza woda i olejowa w jak najlepszy sposób połączyły się ze sobą.

Rozprowadza się łatwo i przyjemnie, aplikuje go palcami, beauty blenderem, albo pędzlem typu kabuki (Missha Angeled Brush, Real Techniques Buffing Brush); wystarczy nałożyć na środek twarzy kilka kropli i rozprowadzić podkład na zewnątrz. Podkład ma konsystencję lekkiego fluidu, ale mimo to jest bardzo dobrze napigmentowany, do makijażu całej twarzy wystarczy ilość odpowiadająca wielkości małego groszku. Jest bardzo wydajny. Trzeba pracować nim szybko, bo dosyć szybko "zastyga" i łączy się ze skórą.
W miejsca gdzie potrzebujecie większego krycia, można dołożyć kolejną warstwę, najlepiej beauty blenderem, lub małym syntetycznym pędzlem. Wszelkie niedoskonałości takie jak: cienie pod oczami, blizny po wypryskach, zasinienia na skórze, przebarwienia stają się niewidoczne (?!), a kosmetyk nie zbiera się w porach i załamaniach skóry.

Fantastycznie odbija światło, skóra jest rozświetlona od wewnątrz nawet bez użycia bazy. Na skórze nie czujecie, że macie makijaż, więc kosmetyk nadaje się dla osób, które nie lubią używać fluidów. Wykończenie jest półmatowe - satynowe. Skóra wygląda jak skóra, nie ma mowy o "efekcie maski".
Po około 3-4 godzinach muszę przypudrować strefę T, to dla mnie normalna kolej rzeczy przy stosowaniu każdego podkładu, zawsze noszę ze sobą bibułki matujące i puder. Być może nie polecałabym go dlatego przy skórze tłustej i oleistej.

Dobór odcienia: dla ułatwienia wyboru odcienia marka Shiseido podzieliła kategorie odcieni na 4, każda z nich ma oznaczenie literowe:

  • I - Ivory dla neutralnych karnacji
  • B - Beige dla karnacji z różowym pigmentem
  • O - Ochre dla karnacji z żółtym pigmentem
  • D - Dark dla karnacji ciemniejszych 

Mam odcień 10O, czyli najjaśniejszy z odcieni gamy Ochre. Jest to przepiękny, jasny beż wprost idealny dla mnie; myślę, że żadna z Was nie będzie miała problemu z wyborem odcienia. Najlepiej przy zakupie podkładu poprosić o małą próbkę, sprawdzić nie tylko odcień, ale to jak  fluid zachowuje się na Waszej skórze.

Perfect Refining ma za zadanie udoskonalić skórę, być tylko jej dopełnieniem. Według mnie spełnia tą funkcję znakomicie: jest wydajny, lekki, ma podstawowe filtry, wspaniale się rozprowadza, jest odpowiednio kryjący - ale sam w sobie nie jest widoczny w oczywisty sposób.
Myślę, że znalazłam swój podkład numer 1 i na pewno będę do niego wracać.
FirmaKokarda

10/19/2014

Last Best Buys/Ulubione Zakupy Ostatnich Miesięcy.

Nazbierało się w mojej szufladzie bardzo dużo nowości i nie nadążam pisać postów ponieważ mam ostatnio więcej pracy. Postanowiłam część z nich przedstawić Wam pokrótce, inne będą miały swoje oddzielne recenzje. Dziś trochę makijażu w kolejnych postach przedstawię pielęgnację.

Aritaum Shine Fix Eyes: z tym rodzajem metalicznych cieni - folii, spotkałam się już wcześniej przy recenzowaniu cieni L'Oreal Infallible. Shine Fix Eyes są kopią Eyes to Kill Armani i sprawdzają się świetnie! Fantastyczna kremowa formuła sprasowanych pigmentów, drobinki które optymalnie "przyklejają" się do bazy lub do innych cieni. Mam odcień 04 Holly Jolly, ale w gamie ponad 20 odcieni znalazłam niejeden kolor, który mi się podoba i muszę go mieć - np. gama czerwieni, wina, zgaszonych brązów, złota... wszystkie są przepiękne. Możecie zobaczyć real photo na moim Pintereście. Jeżeli lubicie metaliczne cienie o wykończeniu folii koniecznie wypróbujcie jeden z Shine Fix Eyes. Można je stosować na mokro z fixerem lub na sucho. Sprawdzają się jako akcent na powiece lub wykończenie kącika oka. Kupicie je na Ebayu za ok. 32 pln za sztukę. 
L'Oreal Infallible Eyeshadows: dokupuję co jakiś czas na aukcjach Allegro kolejne pojawiające się odcienie (cienie zostały wycofane z Polski). Dwa nowe odcienie to: złoto #407 Gold Imperial, jeden z najpiękniejszych złotych cieni w mojej kolekcji - nie jest zbyt żółty, ani zbyt miedziany po prostu ma ten idealny złoty odcień; #607 Bunged&Brilliant spodoba się każdemu, uniwersalny, zgaszony róż o lekkim beżowym podbiciu, bardzo świetlisty; był to mój ulubiony odcień przy makijażu ślubnym w tym sezonie. Jest to ta sama formuła jak w przypadku Shine Fix Eyes.
Revlon Matte Lipstick #10 Wine Not: jeżeli szukacie matowej szminki doskonałej na zimowe i jesienne miesiące bardzo polecam ten odcień. Jest to bardzo ciemne wino, dramatyczne i nasycone, przy jasnej karnacji wygląda obłędnie (używałam jej w jednej z ostatnich sesji tutaj). Szminki Revlon z gamy mat należą do moich ulubionych, przepiękne kolory, świetna pigmentacja i formuła. W niczym nie ustępują szminkom MAC-a. Kosztują ok. 24 pln za sztukę, niektóre odcienie kupicie już tylko na Allegro. Szkoda, że Revlon nie zdecydował się powiększyć tej gamy, a szminek w perfumeriach jest coraz mniej :(
Tosowoong Makeon ChockChock Shinning CC Cushion SPF 50/PA++: to mój pierwszy CC Cushion, kupiłam go kiedy zaczęło się lato - ponieważ ma filtr 50, ale okazało się, że za jasny na lato i dzięki temu teraz mogę odkrywać uroki jego używania.
CC Cushion to nic innego jak krem BB lub CC w wygodnym kompakcie, możecie go zabrać ze sobą, poprawić makijaż w ciągu dnia. Podkłady typu cushion mają specjalną gąbeczkę do aplikacji, ale sprawdza się też zwykła gąbeczka lateksowa. Podkład jest zamknięty pod specjalną porowatą gąbką, żeby zapobiec wylewaniu się go z opakowania. Chockchock to sposób nakładania kompaktu (angielskie pat pat), czyli wklepywanie miejsce przy miejscu dla uzyskania optymalnego efektu.
Tosowoong jest to kremem typu CC czyli o delikatnym, wyrównującym kryciu i rzeczywiście bardzo lśniącym wykończeniu dewy skin, które należy prywatnie do moich ulubionych. Będzie najlepszy dla skóry normalnej i suchej, (w strefie T używam innego podkładu lub kremu BB). Możecie kupić BB Cushion lub CC Cushion w ofercie prawie każdej koreańskiej marki. Najpopularniejsze produkuje IOPE, Hera. Cushion Tosowoong kosztuje około 36 pln.
Tony Moly Easy Touch Coloring Browcara: postanowiłam wypróbować koreańskie maskary do brwi, ponieważ należą do najlepszych na rynku. Mają olbrzymi wybór odcieni i są bardzo tanie, a naprawdę niczym się nie różnią od Gimme Brow Benefit. Wybrałam odcień którego nie kupię w żadnej europejskiej marce: ciepły, kasztanowy brąz - bardzo dobry dla blondynek, do rozjaśniania brwi brunetek, lub dla osób które zmieniły kolor włosów na cieplejszy. Wypełnia braki we włoskach, rozczesuje, utrwala i delikatnie nabłyszcza. Ma ładną, krótką, ukośnie ściętą i odpowiednio małą szczoteczkę do precyzyjnej aplikacji. Bardzo fajny produkt, zapłaciłam za niego około 14-16 pln. 
H&M Eye Pen #pink, #white: często robię zakupy na dziale kosmetycznym w HM, ponieważ można tam znaleźć nowinki w bardzo przystępnych cenach, tak samo uwielbia kupowanie kosmetyków w TOPSHOP, są naprawdę rewelacyjne. W HM znalazłam ostatnio coś czego bardzo mi brakowało do szybkiego rozświetlania kącików oka, łuku kupidyna. Są to kremowe kredki w wysuwanym sztyfcie, których nie trzeba temperować. Kupiłam śnieżną biel i różowy beż. Kosztują tylko 14,90 pln za sztukę - bardzo wygodne w stosowaniu, dają piękny efekt rozświetlenia. W ofercie są też odcienie kryjące: szarość, brąz i czerń.
Sisley Rouge a Levers #18: o szmince Sisley będę pisała oddzielny post, bo jest tego warta :) tym bardziej że mam jeszcze drugą nowość z Sisleya, którą chciałabym się podzielić. W skrócie napiszę, że jest to szminka z jesienno-zimowej kolekcji o przepięknym kolorze wina. I również przypadła mi do gustu, należy do tych odcieni, które są najlepsze dla początkujących. Wtapia się w naturalny pigment ust, świetna szminka w kolorze wina do naturalnego makijażu dziennego.
Revlon Blush Bronzilla #012: róż z którym nie rozstawałam się przez całe lato, służył mi do konturowania, makijażu oka, jeżeli uda się Wam go jeszcze kupić, bo jest to kolekcja letnia Revlon. Będzie pasował do każdej karnacji, oprócz tego jest całkowicie matowy, może zastąpić nawet Hoola Benefit, jest od niej dużo cieplejszy, ale w tak dobrej cenie warto go wypróbować.
Shiseido Perfect Refininig Fundation SPF 15: to pierwszy podkład, który pojawił się w mojej kosmetyczce od ponad dwóch lat - również będę pisała o nim oddzielnego posta. Bo jest to mały cud w małej buteleczce. Uwielbiam go! i należy mu się pełna recenzja.
Golden Rose, Brow Powder: tanie marki czasem potrafią zaskoczyć bardzo dobrą jakością i produktem, tak jak zaskoczyły mnie pudry do brwi Golden Rose. W gamie znajdziecie kilka BARDZO dobrych odcieni, każdy z nich jest na tyle miękki, że z powodzeniem może być używany jako cień do powiek. Kosztują ok.10 pln za sztukę.
Golden Rose Clasic Mascara 3D Lash Defined: przy okazji zakupu pudrów, kupiłam tusz, który rozczesuje, pogrubia, wydłuża rzęsy i ma niebrzydkie opakowanie. I nie mam mu nic do zarzucenia - po prostu dobry tusz. Kosztuje tylko 14 pln - może też go spróbujecie?

FirmaKokarda

10/06/2014

Majolica Majorca Lash Expander Edge Meister - Recenzje.

Tusz jest jednym z najczęściej kupowanych kosmetyków na świecie. Jeżeli miałabym wybierać mój kosmetyk numer 1 na pewno będzie to maskara. 
To mój pierwszy japoński tusz do rzęs; Majolika Majorca, jest bardzo znaną i niedrogą (jak na Japonię) marką drogeryjną i zawsze miałam ochotę kupić coś ze względu na piękne opakowania, należy do dużej grupy marek Shiseido.

Lash Expander Edge Meister cieszy się dużą sławą ze względu na swój głęboki czarny kolor (bardzo lśniący i wibrujący), niesamowite rozczesywanie i wydłużanie rzęs. Kupiłam wersję wodoodporną całkowicie odporną na wilgoć, wodę, nawet płyny miceralne. Można zmyć ją tylko płynem dwufazowym (polecam Innisfree, Bodyshop serię z rumiankiem). 
To doskonały wybór na nadchodzące miesiące, kiedy będzie padał deszcz i śnieg. Z powodzeniem można pójść z tym tuszem na najbardziej ekstremalne zajęcia sportowe, na basen, romantyczny film, albo ważną randkę bez obawy, że znajdzie się pod oczami.
Na sesjach zdjęciowych sprawdza się przy dużych zbliżeniach, lub jako podkładowy tusz pod intensywniejszy look.
Szczoteczka:
Zaskakująca, oprócz formuły jest w nim szczoteczka - a raczej jej brak. Kiedy odpakowałam maskarę byłam nawet niezadowolona, że brakuje mu klasycznej szczoteczki, ale ma to swoje uzasadnienie. Ten płaski dwustronny grzebyk jest DOKONAŁY do mocnego rozczesania i rozdzielenia nawet najkrótszych rzęs oraz rzęs sztucznych. Jak widać na zbliżeniach maskara zawiera również włókienka (każde ma długość ok. 4 mm), które dodatkowo przedłużają rzęsy. Tusz nie kruszy się, nie osypuje i jest bardzo elastyczny. Dodatkowym plusem jest to, że dzięki elastycznej formule podkręca rzęsy i świetnie utrzymuje podkręcanie rzęs zalotką. Odżywia i wygładza rzęsy, zawiera olejek makadamia i wit. E - rzęsy nie wypadają i wyraźnie czuć, że są wzmocnione. 
Aplikacja jest niezwykle prosta: nakłada się go tak jakbyście czesały rzęsy małym grzebykiem, powoli i dokładnie warstwa po warstwie czeszecie rzęsy, bez słynnego "zygzakowatego" ruchu. 
Większa powierzchnia szczoteczki służy do dłuższych rzęs na górnej powiece, dolny grzebyk wyczesuje krótsze rzęsy. Na pewno trzeba się do niego przyzwyczaić, ale później nie można się już bez niego obejść.
Efekt:
Tusz daje ekstremalny efekt długich i naturalnych rzęs. Nie pogrubia - więc jeżeli potrzebujecie efektu pogrubienia Majolica Majorca ma w swojej ofercie inne tusze np: Lash King. Na pewno to nie jest mój ostatni tusz tej marki, mam ochotę wypróbować inne. Lash Expander jest w tej chwili najbardziej optymalną maskarą z rodziny Majolica Majorca. 

Bardzo polecam tą maskarę, na pewno minusem jest jej dostępność, swoją kupiłam za pośrednictwem Ebaya za bardzo dobrą cenę 35 pln.
FirmaKokarda