11/29/2013

Moja lista bestsellerrów do 30 złotych/Part 1.


Na pewno mogłabym tą listę wydłużać ;-) ta pierwsza powstała z "głowy". Nie napisałam nic o pędzlach, ale dla nich przygotuję wkrótce następny post. Postanowiłam nie pisać o próbkach, ale zaznaczyłam w poście kilka produktów, które istnieją w pomniejszonej wersji, korzystam również ze zniżek na Allegro.
  • Avon Gel SuperShock Eye Pencil: ta mięciutka kredka do oczu, jest moją  faworytką od kiedy się pojawiła na rynku. Kupiłam ją za sprawą sióstr Pixewoo. Jest to gel liner zamknięty w formie kayala. Polecam serie świąteczne: kolory z opiłkami, bardzo lubię też srebro, świetne są też głębokie kolory: granat, śliwkę, szarość. Kredka jest doskonała do inner line, czyli do wypełniania linii wodnej. Kosztuje ok 17-19 pln, na Allegro od 9 pln za sztukę.
  • Avon Foot Works, Intensywnie Pielęgnujący Krem do Stóp z Lawendą: pisałam już o tym kremie w poście o pielęgnacji w sypialni, na razie żaden krem do stóp go nie pobił. Brawo za cenę, można go kupić nawet za 6 pln na Allegro, w cenie regularnej kosztuje 11 pln.
  • L'Oreal Infinable Eye Shadow: moje ulubione, doskonale nasycone kolorem i bajecznie łatwe w użyciu cienie, w formie sprasowanego pigmentu. Kosztują ok. 34 pln w perfumeriach, ale ja zawsze kupuję je na Allegro w cenie ok. 9-13 pln za sztukę.
  • Carmex: jedyny i niezastąpiony, pewniak w pielęgnacji ust i szybkiego doprowadzania ich do porządku. Używam wersji klasycznej w metalowym pudełeczku - wg. mnie jest najlepsza, latem kupuję wersję z filtrem SPF 15. Kosztuje ok 9 pln.
  • Inglot Lakiery do paznokci: najbardziej lubię klasyczne w kwadratowych szerokich buteleczkach, brawa dla marki za fantastyczne, nowoczesne kolekcje. Cena ok 21 pln.
  • Homeoplasmine Boiron: ta maść nie jest u nas bardzo popularna, ja wykorzystuję ją jako doskonały zamiennik Eight Hour Cream Elisabeth Arden, ma podobny poślizg i daje niezwykłe lśniące wykończenie. Nadaje się do nabłyszczania powiek, policzków, a także do ciała. Możecie ją stosować na spierzchnięte powieki, starte łokcie i kolana oraz do wygajanie ranek, np. po katarze, wypryskach. Do tego ładnie pachnie i również rewelacyjnie wygładza spierzchnięte usta - jeżeli ktoś nie lubi Carmexu będzie miał wspaniałe zastępstwo. Kosztuje ok. 18 pln.
  • Inglot, AMC Cream Liquid Blush: kupiłam go przypadkiem , potrzebowałam produktu do konturowania w kremie, akurat była mała przecena w Inglocie ;-) Doskonale się rozciera, jest niewidoczny, może nawet zastąpić produkty MAC do konturowania w kremie. W moim prywatnym, codziennym makijażu jest niezastąpiony, wyszczuplam nim twarz, używam jako cienia do powiek. Wybrałam kolor brudnego, zimnego brązu nr.84. Blush kosztuje ok. 39 pln, ale zapłaciłam za niego w promocji 10 pln.
  • Catrice Make To Stay Long Lasting Eye Shadow:  zarzuca się im "tępy" efekt, a ja używam ich delikatnie i dokładnie blenduję. Oczywiście nie jest to cień Chanel, ani Shiseido - ale za cenę 15 pln/ w promocji 9-7 pln sprawdzają się doskonale. Jeżeli stają się zbyt gęste i trudno je nałożyć, polecam użycie kropli fixera (również przeczytacie o nim w tym poście), zblendowanie pędzlem i cienie są jak nowe.
  • Eveline Korektor do Brwi: używałam Onyxa Delii, ale nigdzie ostatnio nie mogłam go dostać i zaryzykowałam kupno Eveline. Sprawdza sie na piątkę: utrwala, nabłyszcza, dodaje koloru - przestałam już dawno temu robić hennę, dzięki takim kosmetykom. Niestety brąz jest nieładny ;-( , może ktoś w końcu wpadnie na pomysł stworzenia koloru, którego Polki na prawdę potrzebują? Tzw. ashy brown, pomiędzy brązem a czernią z odrobiną chłodnego pigmentu. Korektor kosztuje ok 11 pln.
  • Eveline Art Scenic Korektor w płynie 2 w 1: jeżeli staniecie przy szafie Eveline, koniecznie sięgnijcie po ten korektor, jest ot kremowy, rozświetlacz - tak dobry, że aż się zdziwiłam, jak na tą cenę. Nie wysusza, nałożony rozsądną warstewką pod oczy nie zbiera się w załamaniach. Dostępny w trzech kolorach, kosztuje ok 14 pln. Chociaż nic nie zastąpi Heleny Rubinstein :-)
  • Tony Moly Party Lover Cake Eyebrow: i znowu produkt do brwi. Pudry do brwi koreańskiej marki tony Moly, bardzo przypadły mi do gustu, są dobrze napigmentowane, utrzymują się cały dzień i mają ten odcień brązu- czerni, który miksuję ze wszystkim innymi kolorami , dla uzyskania naturalnego efektu. Mam odcień Khaki Grey, jest zielonkawy ;-) dokładnie taki jak cienie do brwi Suquu, których używa Lisa Eldridge, a te kolory najlepiej naśladują naturalny kolor włosków. Za zestaw do brwi zapłaciłam ok 24 pln na Ebayu.
  •  Bioderma Sensibio: płyn miceralny, najlepszy ze wszystkich, trzeba go wpisać na listę must have;-) jak dobrze, że można go kupić w małej pojemności za 9,90 pln.
  • Olejek Arganowy Biochemia Urody: pisałam o nim już wiele ;) niezastąpiony jako super produkt do zadań specjalnych kiedy skóra jest już zmęczona kremami. Kosztuje 5,80 pln za małe kieszonkowe opakowanie/15 ml.
  • NYX Cream Blush: róż w kremie, jeden z tych, które kupuję wciąż i wciąż - dla mnie idealne zastępstwo dla róży w kremie MAC, sprawdźcie koniecznie pozostałe kolory z tej serii - można mieć na prawdę każdy ;-)  Mój ulubiony kolor to Boho Chick - zimny róż, dający świetliste, lśniące wykończenie, kiedy sam róż jest prawie niewidoczny. Zdjęcia i recenzję znajdziecie tutaj. Kosztuje ok 21 pln.
  • Vipera Utrwalacz do cieni Fixer: to tak naprawdę płynny silikon. Fixer Vipery kosztuje 10 pln. (w sklepach PRO jest ekstremalnie drogi), ma za zadanie podkreślać kolor, daje mokry efekt, można używać go do cieni - wtedy każdy cień zamienia się w eyeliner, lub mieszać go z cieniami w kremie by zmienić ich konsystencję kiedy zaschną. Dodaję go także do tuszy do rzęs gdy są suche lub gel linerów, które straciły swoją miękką konsystencję. Jest bardzo wydajny, dodajemy go bardzo mało - kropeleczkę ;-)  Nie rozumiem dlaczego Vipera nazwała go utrwalaczem ;-) bo dość mocno się ślizga jego zastępstwo znajdziecie w Inglocie pod nazwą Duraline, jako dodatek do sypkich cieni pyłkowych. Vipera kosztuje ok. 11 pln, Inglot ok. 21 pln.
  • Konjak, gąbka do demakijażu:  dla mnie najlepsza, niezbędna, ale żeby się nie powtarzać ;-) bo jest w każdym poście ;-) np: tutaj.
FirmaKokarda

11/25/2013

Skóra jak Lustro czyli sposoby złuszczania twarzy i ciała/Pięć ulubionych produktów.

nowy produkt na mojej toaletce - muslinowa ściereczka Liz Earle,
niestety oceniam ten sposób oczyszczania jako zbyt drażniący dla skóry

Regularne złuszczanie to pierwszy krok do pięknej skóry. Jej gładka powierzchnia łatwiej odbija światło, łatwiej przyjmuje dobroczynne składniki ze stosowanych kosmetyków, mniej się przetłuszcza, nie produkuje zaskórników, łatwiej pozbędziecie się blizn po wypryskach. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby peeling był delikatny, nie podrażniał skóry, nie zajmował dużo czasu i przynosił efekty.
Na prawdę nie sądziłam, że złuszczam się codziennie ;-). ale to prawda, stosuję produkty złuszczające przez cały tydzień, jestem regularna do przesady - ale też bardzo zadowolona z efektów. Nie mam żadnych większych  problemów ze skórą.
Myślę, że każdy powinien znaleźć idealne produkty dla swojej skóry i je stosować  z taką częstotliwością jakiej skóra potrzebuje.
Przedstawiam Wam moje kosmetyki, które śmiało mogę nazwać moimi całkowitymi must have w pielęgnacji - może, któryś z nich i Wam przypadnie do gustu.

A tak wygląda mój plan złuszczania (na tyle jestem do niego przyzwyczajona, że jest to rutyna, której nawet nie zauważam) :
Raz w tygodniu:
  • 1. Dermalogica Gentle Cream Exfoliant: ten peeling kupiłam dzięki Lisie Eldridge. Po jej recenzji po prostu musiałam go mieć. jest to mój całkowity must have i złoty gral złuszczania. Nadaje się do każdego rodzaju skóry również bardzo wrażliwej. Jest to kombinacja kwasów AHA i mlekowego w postaci gęstej, białej pasty, przypominającej konsystencją maski z glinką. Wystarczy nałożyć ją na skórę na 10 min, a potem zmyć ciepłą wodą. Żadnego podrażnienia, pieczenia, a efekt? Super gładka, zmatowiona skóra, i to bez drapania, pocierania i rozciągania. Peeling można stosować co 3 dni jeżeli jest taka potrzeba, przy skórze suchej raz w tygodniu..Udało mi się kupić na Allegro małe opakowania po 25 ml i mam duże opakowanie 75 ml. Był to spory wydatek, peeling kosztuje ok. 140 pln,/75 ml ale starczy Wam na wieki i będziecie zaskoczone efektami jak po zabiegach w gabinecie.
  • 2. Biochemia Urody, Tonik Mleczny z Kwasem AHA 8%:  pisałam o nim tutaj, kiedy zaczynałam przygodę z kwasami z Biochemii Urody, i tak jak w przypadku Dermalogica ten tonik musi stać na mojej toaletce ;-) wcześniej była to wersja toniku mleczno-różanego, ale zmieniła się baza na hydrolat z kwiatu pomarańczy. Przy codziennym stosowaniu salicylatów jest to wg. mnie silnie działający preparat, moja skóra jest po nim czerwona jak u Indianina ;-) stosuję go tylko raz w tygodniu,tylko wieczorem, co polecałabym przy skórze delikatnej, wiotkiej. Na początku powodował widoczne łuszczenie się skóry, ale przy regularnym stosowaniu ten efekt zniknął. Po około pół godziny od nałożenia, wmasowuję w skórę olejek arganowy. Rano budzę się z gładką, czystą skórą. Przy stosowaniu tego toniku trzeba pamiętać o stosowaniu filtrów przez cały rok.
Dwa, trzy razy w tygodniu: 
  • 3. Missha Firming Peptide Self Control Peeling Massage: pisałam już o tym produkcie wcześniej klik*, ale wydał mi się takim objawieniem, którym natychmiast chciałam się podzielić ;-) jest to maseczka do stosowania wieczorem, która działa na zasadzie peelingu enzymatycznego. Ma charakterystyczne dla koreańskich masek złuszczających działanie: produkuje w trakcie masażu małe kłaczki, do których przyczepiają się martwe komórkizanieczyszczania ze skóry, resztki makijażu. Pozostawia lśniącą, jakby naolejkowaną powierzchnię skóry, po chwili ten"film" się wchłania. Doskonale ujędrnia, wygładza, rozjaśnia i pobudza skórę do pracy. Jest fantastyczna do skór dojrzałych, lub dla kobiet po 30, ponieważ zawiera bogaty kompleks 12 peptydów opowiedzianych za wzmocnienie, elastyczność i stymulowanie skóry do pracy; fermentowane bio-calcium oraz lipidy. Cały czas kupuję próbki (4 pln sztuka od Haraajuku), ale poważnie myślę o zakupie pełnowymiarowego opakowania. Będzie to też świetny prezent dla mamy, starszej siostry na gwiazdkę. Maska w pełnowymiarowym opakowaniu 200 ml kosztuje ok 76-80 pln.
Codziennie:
  • 4. Etude House, Black Head Heating Deep Clean Gel: pisałam o tej maseczce zaraz po zakupie klik*, jest to świetny produkt dla osób z tzw."truskawkowym nosem", czyli widocznymi, czarnymi zaskórnikami na nosie, ale nie tylko. Maska jest bardzo delikatna, w jakiś niezwykły sposób oczyszcza i perfekcyjnie wygładza strefę T. Bardzo ją polecam jeżeli Wasza strefa T nadmiernie się przetłuszcza. Stosuję ją przed porannym makijażem, zajmuje mi to około 3 min. Kosztuje ok. 35-40 pln, do kupienia na ebayu.
  • 5. LUSH, Angel on Bare Skin: pisałam o tej migdałowej paście z dodatkiem lawendy, już wiele razy, mój zachwyt nad tym naturalnym codziennym, bardzo delikatnym peelingiem myjącym nie mija. Przy zmieszaniu z odrobiną wody zamienia się w mleczną pastę. Doskonale zmywa resztki makijażu. Latem zamieniam Angels On A Bare Skin na Lush Magnaminthy, ta maska również może być stosowana jako bardzo delikatny peeling do mycia twarzy do skóry mieszanej, tłustej, normalnej.
Używam też:
  • Matis, Vitality by M:  żel myjący z witaminą C  dodatkowo zawiera masujące mikrogranulki, bardzo przyjemnie i dogłębnie oczyszcza. Stosuję go kiedy miałam długi dzień pracy i na przykład więcej makijażu lub dodatkowe filtry. Jest drogi ok 75 zł/150 ml, był to mój zakup przy promocji w Hebe gdzie był przeceniony prawie o 60%. Jeżeli natraficie na ten produkt w przecenie - polecam. Jako zamiennik tego żelu możecie kupić również żel Body Shop z serii z witaminą C - Body Shop Vit.C Cleansing Gel Polish, którego używałam przez lata i bardzo go lubiłam. Teraz kosztuje już ok 49 pln.
Tanie, naturalne metody złuszczania: 
  • zmielona fasola adzuki + oliwa z oliwek: pisała o tym Azjatycki Cukier (link tutaj) jest to metoda stosowana przez Japonki od setek lat. Przeczytałam o niej pierwszy raz w "Sztuce Prostoty". Fasolę należy zmielić w czystym młynku do kawy i zmieszać z olejkiem arganowym, oliwą z oliwek, tym co przyniesie lepszy poślizg. Fasola doskonale oczyszcza, wygładza - można ją kupić w lokalnych wietnamskich, koreańskich sklepach lub w sieci "Kuchnie Świata". I jak dziś sprawdziłam w sklepach z bio-żywnością np. w Zielarni.
  • szczotka z naturalnego włosia: do tej metody potrzebna jest tylko szczotka i odrobina samozaparcia. Pisałam o tym sposobie złuszczania tutaj. Jest tani, bardzo skuteczny, przynosi energię całemu ciału. Stosujemy złuszczanie rano lub wieczorem, od stóp przesuwając się w górę, skupiając się na problematycznych miejscach takich jak na przykład: pośladki, uda, łokcie, kolana - wszystkie te miejsca gdzie czujecie że ciało potrzebuje wyeliminować toksyny. Potem wystarczy prysznic i wmasowanie w ciało naturalnej oliwki lub balsamu. Możecie kupić w Muji małą szczoteczkę Hinoki do mycia i masażu twarzy, o wiele bardziej miękką niż szczotka do całego ciała link tutaj. Ta mała szczoteczka poprawi mikro-cyrkulację i złuszczy martwy naskórek. 
  • konjak: gąbeczka do mycia twarzy z drzewa konjak, to dokładny i extra delikatny sposób na demakijaż i złuszczanie. Używam gąbki Nature Republic i jest teraz moją ulubioną gąbeczką, link do recenzji i gdzie ją kupić znajdziecie tutaj. Gąbeczka kosztuje 20 pln.
  • Liz Earle muślinowa ściereczka do mycia twarzy: musiałam wypróbować tą metodę oczyszczania i złuszczania twarzy i muszę przyznać, że nie jestem do końca jej fanką. Jest dla mnie zbyt "ostra", przy skórze trądzikowej trzeba bardzo uważać, żeby nie uszkodzić naskórka - zwyczajnie się nie pokaleczyć, drugim dużym minusem jest wg. mnie  - higiena, czyli utrzymywanie szmatki w czystości; nie wyobrażam sobie też oczyszczania nią  delikatnych okolic oczu. Wiem, że szmatki muśliowe mają wielu zwolenników i jako peeling mogą się sprawdzić. Teraz szmatki muślinowej używam do peelingu ciała: ud, pośladków, przedramion, łokci i kolan. Zdecydowanie do demakijażu z peelingiem przy skórze podrażnionej, trądzikowej, naczyniowej z zapaleniami - polecałabym gąbkę konjak. Szmatka muślinowa dostępna jest na Allegro w cenach od 15 - 21 pln.
FirmaKokarda

11/21/2013

Holika Holika Oil Queen Cotton/Pact & Powder. Doskonały duet przy skórze mieszanej i tłustej.


Dziś chciałam Wam przedstawić mój biały duet pudrów z serii Holika Holika Oil Queen Cotton.
Cała seria jest przeznaczona dla skór mieszanych i tłustych, jeżeli chcecie pozbawić się połysku w strefie T, lub macie problem z tłusta i np wrażliwą skórą - oba produkty będą dla Was doskonałe. Pudry nie zawierają parabenów, talku i wazeliny.
Kupiłam najpierw puder sypki przez pomyłkę ;-), mam jeszcze odrobinę Skin Food Sake&Peach Powder (link do recenzji tutaj), który ma dokładnie takie same właściwości. Ale opakowania Queen Cotton na aukcjach są niezwykle do siebie podobne ;-) Na szczęście oba produkty są bardzo tanie ok. 36 zł za puder sypki, oraz około 40 pln za puder w kamieniu.
Nie należy się bać tego, że oba produkty są białe, są całkowicie transparentne i należy je nakładać cieniutką warstwą, dzięki brakowi koloru dopasowują się do każdej karnacji. Warstwa pudru po chwili się wchłania i staje się niewidoczna. Każda osoba o bardzo jasnej tonacji skóry na pewno się ucieszy z takiego produktu ;-), a jeżeli chcecie mieć pewność, że kolor będzie idealny skorzystajcie z mojego Tip nr.3.
  • Holika Holika Oil Cotton Pact, SPF 30++urocze, malutkie pudełeczko prasowanego pudru zawiera 8,5 gr produktu. Wewnątrz znajdziecie słodką, uśmiechniętą chmurkę bawełny w koronie (to takie słodkie i azjatyckie). Puder ma plastikowy separator, który oddziela miękką gąbeczkę od powierzchni kosmetyku (co jest bardzo ważne, ponieważ żadne bakterie z resztek sebum, zanieczyszczeń, nie zostaną przeniesione bezpośrednio na powierzchnię pudru). Skład: 0,5 % ekstraktu z bawełny, Island Glacial Milk - czyli wodę lodowcową z Islandii, która uchodzi za najczystszą na świecie, wyciąg zielonej herbaty. Dodam jeszcze, że oba pudry słodko, przyjemnie pachną - mocniej puder sypki. Wg. mnie puder jest doskonałym zastępstwem Blotting Powder MAC, którego używałam, chciałam go zastąpić produktem w niższej cenie (MAC kosztuje ok.90 pln). Jestem bardzo zadowolona z jego działania: matuje, jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry, nie podkreśla suchych skórek. Tip nr.2 w zastosowaniu: jeżeli chcecie by Wasz mat trwał dłużej użyjcie przed aplikacją pudru bibułki matującej i dopiero wtedy nałóżcie odrobię pudru tzw. "stemplowaniem" czyli wciskaniem gąbeczki w skórę, żeby skóra wyglądała ultra-naturalnie - zmatów tylko strefę T.
  • Holika Holika Oil Cotton Queen Powder: puder sypki, transparentny w pojemności 5 gr.wydaje się, że nie jest to wiele - ale starczy na bardzo długo. Skład: taki sam jak w przypadku pudru w kompakcie: woda lodowcowa z Islandii, wyciąg z bawełny i zielonej herbaty. Mój Tip nr.3: używam go prywatnie i na sesjach zdjęciowych po nałożeniu podkładu lub kremu; na niego nakładam jeszcze cienką warstwę pudru sypkiego z kolorem. Nadaje się też świetnie do utrwalania szminek i zamieniania zwykłych szminek w matowe, oraz jako baza pod cienie przy tłustej powiece. Bardzo dobrze aplikuje się go niewielkim pędzlem np. 4SS Inglot. Dotrzecie wtedy do zagłębień wokół skrzydełek nosa, lub  tuż przy brwiach.
Podaję też link do recenzji moich ulubionych purów w kamieniu klik*.
FirmaKokarda

11/18/2013

4 Long Lashes - Serum Wzrostu Rzęs AA Cosmetics/Pełna recenzja po miesiącu stosowania.

Minął już miesiąc od kiedy stosuję serum przyspieszające wzrost rzęs 4 Long Lashes, chciałam Wam przedstawić pełną recenzję tego produktu. Link do zapowiedzi recenzji tutaj).
Już na pewno każda z Was widziała ten produkt w sieci Rossman. Jest bardzo konkurencyjny cenowo, (cena serum to 79 pln), w stosunku do innych preparatów o tym działaniu. Cieszę się też, że polska marka weszła na rynek z takim preparatem ;-)

Serum AA ma plastikowe opakowanie z końcówką jak do eyelinera. Jest na tyle proste i minimalistyczne, że kiedy otrzymałam serum pocztą, myślałam, że jest to opakowanie prototypowe ;-) W porównaniu do innych opakować serii kosmetyków AA - chciałabym żeby było bardziej eleganckie, tak jak na przykład buteleczka serum rozświetlającego, cięższe, może szklane? z bardziej przykuwającą uwagę szatą graficzną.

Miałam zamiar poczekać z oceną serum jeszcze dłużej - na pewno nie jest to produkt, który już po miesiącu da spektakularne efekty: firanę nowych, długich rzęs jak po zabiegu 1do1, jeżeli oczekujecie takich efektów lepiej rzeczywiście wybrać się do kosmetyczki ;-)
Serum działa bardzo powoli, ale według mnie - skutecznie. Stosowanie jest proste - po dokładnym, wieczornym demakijażu, nakładacie wzdłuż rzęs porcję serum specjalnym aplikatorem (ważne -przy linii rzęs nie stosowałam kremu pod oczy, trzeba też uważać żeby serum nie przedostało się na gałkę oczną).

Skład 4 Long Lashes:
  • bimatoprost: substancja aktywna uważaną za najefekywniejszą substancję stymulującą porost rzęs, zwiększa ich żywotność, poprawia ogólną kondycję
  • kwas hiarulonowy: nawilża i wygładza powierzchnię rzęs
  • prowitamina B5: wzmocni, wygładzi i sprawi, że rzęsy staną się bardziej elastyczne, ciemniejsze i mocniejsze
  • alantonina: zabiega podrażnieniom i zaczerwienieniom
Mam rzęsy, które wyglądają na bardzo mocne i grube, to jest plus, ale tak na prawdę - są osłabione ciągłym stosowaniem tuszu, szczególnie wodoodpornego. Czasem w ciągu dnia wypadała mi kępka 5-6 rzęs i miałam "dziurawą", nierówną linę rzęs ;-) musiłam zamalowywać te miejsca. Bardzo mi zależało na ich wzmocnieniu, zwiększeniu połysku, elastyczności - po prostu chciałam żeby powróciły do zdrowia. Więc ten produkt, dzięki marce AA pojawił się w mojej kosmetyczce naprawdę na czas!

Pierwszy tydzień: 
Po około tygodniu stosowania byłam raczej niezadowolona - moje i tak słabe rzęsy zaczęły wypadać pojedynczo i to w miejscach gdzie były najbardziej osłabione. Po śledzeniu dużej ilości forów internetowych okazało się, że jest to naturalny proces przy początkowym etapie stosowania serum wzrostu rzęs. Nie mogłam się też przyzwyczaić do długiego wchłaniania się preparatu - bardzo chciałam się podrapać ;-)! Przez cały czas stosowania serum nie miałam żadnego uczulenia, opuchnięć, zaczerwnienień.

Drugi tydzień:
Zauważyłam, że rzęsy stały się mocniejsze, odrastały powoli z ciemniejszymi końcówkami, są na pewno bardziej lśniące. Przy demakijażu żadna nie zostaje na płatku do demakijażu ;-) również rano przy użyciu zalotki ;-)

Trzeci tydzień:
Rzęsy, które odrosły są dłuższe, przestały zupełnie wypadać, tak jak działo się to wcześniej. Dla mnie jest to wielki sukces, bo właśnie o taki efekt mi chodziło. Malowanie rzęs stało się znowu bardzo przyjemne, ponieważ widać efekt wydłużenia.
 Na tych zdjęciach widać wyrównanie i wypełnienie linii rzęs, moje ubytki zniknęły. 
Rzęsy są też dłuższe o kilka milimetrów.
Zdjęcia wykonane bez makijażu bez użycia obróbki graficznej. 
Możecie zobaczyć wszystkie, moje zmarszczki ;-)
i zdjęcie z makijażem - 
tylko pomalowane rzęsy, moim ulubionym tuszem Zoom Lash MAC, niezbyt precyzyjnie - tak jak lubię ;-) 
bez użycia cieni i podkładu
wokół oka krem BB Dr.G

Po miesiącu:
Rzęsy mocniejsze o ok. 40%, jest ich więcej ok. 20%,  ponieważ nie wypadają tak jak przed stosowaniem serum ;-) są dłuższe ok.15%,  co zauważyłam przy makijażu nawet kiedy używam tuszu, który nie pogrubia ani nie wydłuża, ponieważ jaśniejsze końcówki są o wiele dłuższe. Nad rzęsami utworzyła się naturalna, ciemniejsza linia - jak dzieje się w przypadku gęstych rzęs. Nawet usłyszałam "jakiego linera teraz używam, bo świetnie wygląda ;-)".

Ogólnie moja recenzja jest na plus. Pełen okres stosowania tego kosmetyku wynosi 6 miesięcy, na tak długo starczy mi jedno opakowanie i wtedy dopiero będę mogła ocenić jego pełne, długofalowe działanie. Wszystkie preparaty zawierające bimatoprost najlepsze rezultaty daje po ok. 4 miesiącach. Zdarzało mi się kilka razy zapomnieć... o wieczornej aplikacji. Nadal wytrwale stosuję 4 Long Lashes - jeżeli nie zapomnę, sfotografuję swoje rzęsy po pół roku i dodam do tego posta.
Mam nadzieję, że ta recenzja się Wam przyda, ponieważ zainteresowanie zapowiedzią recenzji było olbrzymie. Napiszcie czy już miałyście serum do rzęs i jakie są Wasze spostrzeżenia.
FirmaKokarda

11/16/2013

Instagram FirmaKokarda/Join Me!

Jak już pewnie zauważyliście FirmaKokarda pojawiła się na Instagramie ;-) Nie sądziłam, że będzie to aż tak fajna zabawa. Możecie zajrzeć mi do talerza i do łazienki ;-) i poznać mnie lepiej. Czasem nawet udaje mi się zrobić zdjęcia na planie ;-) Dowiecie się też jakie kupiłam nowe kosmetyki i jakie posty są w przygotowaniu. Jest to też mój wizualny pamiętnik ;-) Co tydzień umieszczę na blogu, krótkie podsumowanie mojego zwariowanego życia #cosmeticlover.
Więc zapraszam! ^**^
Link znajdziecie w okienkach po prawej stronie na blogu.
FirmaKokarda

11/14/2013

Bedtime Story - Beside Bed Skin Care/pielęgnacja i zabiegi przed snem.

Avon, Foot Works, 
Beautiful Lavender Comforting Overnight Massage Cream
Odpoczynek, relaks to piękne słowa we współczesnej zabieganej rzeczywistości. Jesienią i zimą potrzebujemy go więcej, musimy naładować baterie, bo nie ma słońca, jest ponuro, zimno i mokro. Skóra szybciej traci wilgoć pod ciepłymi ubraniami, staje się szorstka. Wieczorem kiedy cały organizm zwalnia metabolizm warto wykorzystać ten czas na domową relaksację. Przed snem można zastosować wzmacniające zabiegi takie jak kąpiel z dodatkiem olejków, masaż, herbatę Bio na sen, balsam do ciała lub ulubioną, pachnącą oliwkę. Tylko zimą kiedy wiatr i śnieg hula za oknem ma to szczególny urok i moc. 

Obok mojego łóżka stoi "bateria" kosmetyków SOS. Niektórych używam cały rok, inne wymieniam w zależności od pory roku. Zawsze towarzyszy mi aromaterapia, olejki, kosmetyki organiczne. Dzisiaj chciałabym zaprezentować listę kosmetyków (i nie tylko), które ostatnio stanęły przy moim łóżku. Okazało się, że w większości robiłam zakupy w TK Maxx :-) i ten post wygląda jak reklama, ale naprawdę niezamierzona ;-) 

Balsamy do ciała i masła, olejki do masażu: 
  • Korres Citrus Body Milk with Nurishing Almond Oil from Organic Farming: pod tą długą nazwą kryje się balsam do ciała o konsystencji gęstego masła o wspaniałym mleczno-cytrusowym zapachu. Doskonale nawilża i odżywia skórę, przede wszystkim jest doskonałe do nóg i rąk.Na pewno słyszałyście o greckiej, organicznej  marce Korres, słynie w Polsce przede wszystkim z masełek do ust, mniej jest znana z pielęgnacji. Każdy kosmetyk Korres jest całkowicie naturalny, marka wykorzystuje w produkcji  bogatą florę Grecji, pozyskuje olejki i cenne składniki z takich roślin jak: cydr, sosna, tymianek, oliwa z oliwek, szałwia, wawrzyn, miód oraz jogurt; ekstrakty z ziół: rumianek, echinacea, wiesiołek. Produkty są wolne od parabenów, sztucznych barwników, nie są oczywiście testowane na zwierzętach. W Polsce możecie kupić je w Sephorze lub w TK Maxx, tak właśnie kupiłam swoje mleczko. Kosztowało tylko 24 pln, cena regularna to ok. 70 pln.
  • Kings&Queens, Miel Body Butter: kolejny grecki kosmetyk na mojej toaletce, marka w ofercie ma tylko pielęgnację ciała: balsamy, mleczka, żele pod prysznic lub peelingi. Wszystkie kosmetyki doskonale pachną, jeżeli lubicie naturalne zapachy wanilii, jaśminu, kandyzowanego cukru - Kings&Queens będzie dla Was odkryciem. Zaczęłam ją kupować na samym początku kiedy została wprowadzona do Polski, miał ją w ofercie Douglas. Teraz niestety znika, więc kupuję ją okazyjnie - tu znowu pomógł mi TK Maxx. Kupiłam masło w cenie 19 pln, w Douglasie kosztuje ok 49 pln.
  • Tołpa, Eco SPA, odprężający krem-serum intensywnie modelujący z funkcją masażu:  jak to się stało, że nie ma go na zdjęciu?! ;-) ale używam go naprzemiennie z moimi masłami. I to na pewno jest uzależnienie! Pachnie drzewem sandałowym, paczulą, lekko cedrem; oprócz tego ma w składzie olejki z paczuli i bergamotki, ekstrakt z tygrysiej trawy i kavy. Lekka, śliska konsystencja, naturalny beżowy kolor - cała linia ECO SPA Tołpy to miłość od pierwszego użycia. Nie zauważyłam szczególnego napięcia skóry, ale to może dlatego, że z Tołpy mam jeszcze inne dwa, genialne, ujędrniające preparaty: link do posta tutaj. Krem kosztuje około 39,90 - 42 pln, ale starcza na bardzo długo. Pisałam o nim recenzję wcześniej, znajdziecie ją pod linkiem.
  • Bodyshop, Divine Calm Relaxing Massage Oil: moja ukochana linia z Bodyshop Divine Calm, została wycofana jakiś czas temu...udało mi się upolować na Allegro tylko olejek z tej serii. Odprężenie jakie daje, szczególnie przy masażu jest bezcenne;-) zawiera olejek z francuskiej lawendy, olejek z rumianku z upraw Fair Trade, oraz olejek sezamowy Fair Trade. Zapach możecie sobie wyobrazić... Jeżeli traficie na produkty z tej linii, a macie problemy z zasypianiem, bardzo je polecam.
  • olejek arganowy: o jego wykorzystaniu pisałam tutaj, obecnie kupuję go na stronie Biochemii Urody. Fantastyczny sposób na szybką regenerację skóry, włosów i paznokci. wystarczy parę kropel na problematyczne miejsca.
Produkty do dłoni i stóp: krem do rąk, krem - balsam do stóp, olejek do skórek. 
  • MOR, Emporium Collection, Candied Vanila Hand Cream: przede wszystkim przy zakupie kremu do rąk kieruję się zapachem i bardzo gęstą konsystencją. Zapach tego kremu jest esencjonalnym zapachem lekko palonej wanilii...za każdym razem jak smaruję nim ręce czuję obłędny aromat...mmm (Kosmetyki z wanilią nie zawsze mają właściwą nutę ;-) krąży po moim domu, czasem znajduję go w kuchni, czasem w sypialni, albo w łazience. Skusił mnie też eleganckim designem inspirowanym artdeco. Opakowania MOR są przepiękne, więcej możecie obejrzeć na stronie tutaj. W składzie kremu znajdziecie: masło shea i masła kakaowca, olejek z pestek sezamu, witaminy A i E. Produkty MOR nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają szkodliwych substancji i olei mineralnych. Niestety dostępność w Polsce tylko w TK Maxx. Za krem zapłaciłam 19 pln, w USA kosztuje ok 20 USD.
  • Kinetics, Grapeseed Nail Serum: jakiś czas temu dostałam od marki Kinetics kilka produktów do przetestowania, min.ten olejek. Zawiera wyciąg z olejku z pestek winogron, oraz witaminę E, olejek migdałowy, ma bardzo wygodny kroplomierz do aplikacji. Smaruję nim skórki wokół paznokci i rano budzę się z gładziutkimi skórkami. Jeżeli pracujecie rękami lub macie po prostu tendencję do bardzo suchych skórek, warto mieć ten produkt na nocnej toaletce. Można też dodać kroplę serum do kremu do rąk i całość wmasować w dłonie lub stopy. Serum kosztuje ok. 23 pln. 
  • Avon, Foot Works, Beautiful Lavender Comforting Overnight Massage Cream: pod ta długą nazwą kryje się balsam do suchych stóp do stosowania na noc. Jest to jeden z moich kosmetyków NB.1 poniżej 10 pln. Z marki Avon używam jeszcze namiętnie świetnych żelowych kredek do oczu. Mam naprawdę suche stopy z tendencją do pękania naskórka;-( od kiedy stosuję linię Foot Works z lawendą problemy się skończyły. Krem pięknie pachnie, odżywia skórę, ma bardzo przyjemną konsystencję... mam nadzieję , że nigdy nie zostanie wycofany, jest to jego nowa wersja, niczym się nie różni od starej ;-) Na allegro zamawiam go w cenie od 6 pln.
Olejki, świece zapachowe:
  • Dr.Beta: olejki zapachowe, mieszanki eteryczne: polecam, polecam, polecam!!! Aromatoterapia towarzyszy mi przez cały rok, zasypiam przy kominku zapachowym; zaczynam od niej dzień. W ciągu dnia ... również stosuję olejki poprawiające koncentrację, nastrój lub relaksujące. Dr. Beta jest marką polską, ma szeroką gamę olejków eterycznych i mieszanek. Min. na bóle głowy, katar, komary, poprawiające pamięć, odprężające, na stres i wiele innych. Koniecznie odwiedźcie stronę: http://www.drbeta.pl/ i wybierzcie coś dla siebie. Obok mieszanek wybieram zapachy cytrusowe lub bergamotkę. Wszystkie olejki DrBeta są bardzo wysokiej jakości. W Warszawie kupuję je w Zielarni przy ul.Hożej 5/7. Co jeszcze możecie tam kupić? przeczytacie tutaj.
  • Bahoma London, świece zapachowe: mój domowy must have, mieszanki zapachowe są doskonałe, na zdjęciach użyłam atrapy - właśnie zużyłam ostatnią sztukę: jaśminową z ylang-ylang i kwiatem pomarańczy. Świece palą się do 75 godzin, każda świeca tej marki ma bardzo wyważoną kompozycję zapachową. Kupuję je oczywiście w TK Maxx. Nie są tanie kosztują ok. 25 funtów, ale TK Maxx ma je w cenie od 29 pln za sztukę. 
Herbaty:
  • Yogi Tea, Organic Tea, Herbata na Sen Bedtime: moja ostatnio ulubiona, zawiera: koper, rumianek, miętę pieprzową, kardamon, melisę cytrynową, korzeń kozłka lekarskiego, szałwię, kwiaty lawendy, gałkę muszkatołowąZnajdziecie ją w sklepach Bio lub w sklepach internetowych np: tutaj.
  • a jeżeli nie mam herbaty robię napar z długo gotowanego, świeżego korzenia imbiru z cytryną, często zaczynam też od niego dzień - doskonale rozgrzewa.
FirmaKokarda

11/04/2013

Grudniowa lista życzeń /Winter Wish List #1.

bathroom organisation - niestety u mnie tak dobrze to nie wygląda ;-)

To moja lista życzeń  ;-) nie chodzi o to żeby zrealizować całą listę... ale żeby "gonić króliczka" ;-) te produkty zawsze będą u mnie mile widziane. Postanowiłam robić co jakiś czas listę ulubionych, pożądanych kosmetyków - może uda mi się utrzymać ten cykl?
  • Muji Aroma Dyfuzor - wyobrażam sobie, że to będzie idealny prezent ma święta ;-) uwielbiam kominki zapachowe, a ten jest w szczególności dobry dla lepszego zdrowia u samopoczucia. Wykorzystuje fale ultradźwiękowe, aby wytworzyć chłodną pachnącą mgłę...mmm. Dodatkowe podświetlenie daje ciepłe skojarzenia. Duży kosztuje 359 pln, mały 225 pln, dostępne w Muji lub online na stronie tutaj.
  • Muji, systemy półek akrylowych: wiąże się to z codziennym postanowieniem segregacji i porządku, mam już wiele pojemników na kosmetyki z Muji. Niestety nie mam w łazience w ogóle mebli co w moim przypadku jest bardzo trudne do pogodzenia z dużą ilością kosmetyków. 
  • Laura Mercier Primer: no tak... w końcu nie wytrzymam i zamówię tą bazę. Niestety Laura Mercier wciąż jest niedostępna w Polsce. Była to pierwsza marka, która na zachodnim rynku wypuściła bazę pod makijaż, można naprawdę podziękować za ten wspaniały kosmetyk ;-) Wszytskie bazy Laura Mercier znajdziecie pod tym linkiem.  
  • Essie: któryś z tych jesiennych, wyrafinowanych kolorów, których nie można nigdzie dostać - więc może na Allegro? W tym miesiącu wybrałam odcień Power Clutch - cudowny odcień ciemnego betonu :-)
  • Angel Thierry Mugler: zawsze jesienią chciałabym mieć balsam do ciała, żel pod prysznic, mgiełkę do włosów i małą buteleczkę klasycznego Angel... po prostu zawsze zimą uwielbiam nim pachnieć ;-)
  • Shu Uemura Eyelash Curler : zalotka, wersja złota, a jeszcze lepiej z kolekcji Karla Lagerfelda ;-), kultowe narzędzie, po prostu trzeba je mieć! 
  • Tom Ford Lipstick: luksusowa kolekcja kosmetyków Toma Forda, od razu zwróciła moją uwagę, szczególnie szminki, doskonała konsystencja i pigmentacja; oraz tak często używany przez Lisę Eldridge kremowy zestaw Shade & Illuminate (Intensity one), z doskonałym pędzlem do aplikacji.
  • Anna Sui: od dawna jestem zagorzałą fanką tych kosmetyków, są całkowicie niedostępne w Polsce;-( na Strawberrynet można kupić nieliczne. Te opakowania, kolory... ! Przypominają kosmetyki koreańskiej marki Holika Holika. Do tej pory używałam tylko kilku rodzajów perfum Anny Sui, więc cokolwiek pojawi się w mojej kosmetyczce, przywitam ten produkt z radością.
FirmaKokarda