9/27/2013

Piękno od środka - kasza quinoa.

Dziś na blogu chciałam Wam przedstawić kolejną zdrową kaszę. Kasza quinoa  inaczej nazywana komosą ryżową ma bardzo długą historię, hodowana była już przez Inków (nazywana była przez nich ''matką zbóż),  na terenach: Boliwii, Peru i Chile jej uprawa sięga 5 tysięcy lat.
Przede wszystkim kasza ta jest źródłem wysoko wartościowego białka, oprócz tego zawiera wysokie ilości lizyny, która odpowiada w organizmie za odbudowę tkanek. Ponadto dostarcza: miedzi, manganu, żelaza, fosforu; polecana jest w przypadkach miażdżycy, cukrzycy i migreny. Kasza quionoa zawiera również kwasy z grupy omega-3, te same, które występują w rybach. Kolejnym plusem jest brak glutenu.

Gotowanie kaszy jest proste, tak jak w przypadku kaszy jaglanej, aby pozbyć się saponiny, która nadaje jej gorzkawy smak, należy kaszę przed gotowaniem dokładnie przepłukać zimną wodą.
Quinoa ma lekko orzechowy, słodki smak, pasuje do mięs i warzyw. Można zjeść ją na śniadanie obiad i kolację, jest bardzo lekkostrawna i sycąca, a organizm dostaje zastrzyk energii na cały dzień. Przy osłabionym zdrowiu np: przy częstych przeziębieniach warto jeść ją już na śniadanie, koniecznie na ciepło.
Uwielbiam ją podsmażaną z cebulką, indykiem i kawałkami koziego sera do tego świeże zioła..mmm pycha!
a tu kasza z bakłażnem 
zdjęcia pochodzi z bloga "Przepis na zdrowie", link do przepisu tutaj

Można znaleźć wiele przepisów na przygotowywanie kaszy quionoa: zapiekaną z bakłażanem, ze świeżym szpinakiem,  czy w formie placka warzywnego. Najlepiej kupować ja w sklepach ze zdrowa żywnością lub żywnością bio upraw.
Mam nadzieję, że was zainspirowałam do wypóbowania kaszy quionoa.
FirmaKokarda

9/26/2013

Sisley City Muse- kolekcja makijażu na jesień/zimę 2013.

Beata Milczarek - wizażystka prasowa marki Sisley. 
A w tle my z Agatą (Agata ma Nosa) omawiamy nowości.

Przyszłą jesień, której nikt nie lubi... Jest ciemno, zimno i mokro. Ale ma to swoje plusy! Do grubych czapek i płaszczy idealnie pasują mocniej podkreślone oczy z odrobiną połysku. Kolory wokół  są rozmyte, szare - a na tym tle najpiękniej wyglądają wyraziste kolory i blask. Najlepszy makijaż to taki w którym mogę połączyć te elementy w taki sposób żeby efekt był naturalny, ale również intrygujący.

Nowa kolekcja Sisley City Muse jest jesienna, nostalgiczna i prowokująco barokowo-złota. Inspiracją do kolekcji jest tętniące życiem miasto, skrzące się w wieczornym świetle neonów i jego główna bohaterka "working girl".
Pojawiła się w niej kilka produktów, które bardzo przypadły mi go gustu i myślę, że mogą skusić niejedną z Was. Już w sierpniu miałam przyjemność zobaczyć kolekcję na żywo przy okazji eventu z marką Sisley. Zdjęcia możecie obejrzeć na moim fanpage na facebooku.
  • gwiazdą kolekcji jest róż rozświetlający L'Orchidee Rose Palette: przepiękne połączenie matowych i opalizujących drobinek, ciemnego  i bladego różu, złotawej moreli, odrobiny perłowej bieli zamkniętych w formie symbolu marki - orchidei. Na policzkach pozostaje subtelny różowy blask, będzie odpowiedni dla każdej karnacji. Jest półmatowy co jest przy makijaży fotograficznym. Kosmetyk kosztuje 330 pln.

  • cienie Phyto Ombre Glow: miękka, żelowa konsystencja cieni jest nowoczesna i bajecznie łatwa do nakładania, warto mieć choć jeden z kolekcji , ja wybieram kolor starego złota lub srebro. Możecie wklepać je delikatnie opuszkiem palca w powiekę, lub użyć pędzla - uzyskacie większą głębię aplikując jako bazę ciemny cień: szarość, czerń, fiolet (w kolekcji dostępne są trzy odcienie: Black Diamond 21, Ultra Violet 14, oraz Midnight Blue). Cienie są doskonałym uzupełnieniem w kufrze przy makijażach ślubnych, wieczorowych. W kolekcji znajdziecie cztery skrzące odcienie: Silver, Pearl, Gold oraz Amber. Pojedynczy cień kosztuje 150 pln. 
  • dopełnieniem kolekcji jest błyszczyk Phyto Lip Gloss w dwóch odcieniach Pink - wibrujący róż oraz Plum - głęboka śliwka. Błyszczyk kosztuje 165 pln.
Kolekcja jest dostępna od początku września.
FirmaKokarda

9/19/2013

Ulubione: Body Shop Massage Oil/Harmonising & Sensual.

Na pewno macie swoje ulubione kosmetyki, których być może już niedługo nie będzie można kupić :-( Tak jest z moimi ulubionymi olejkami z Body Shop. Linie do, których należały są już niedostępne w sprzedaży. A nie wszystkie kosmetyki z Body Shopu robią na mnie wielkie wrażenie (poza niektórymi produktami z serii z witaminą C), wolę Lush-a,  ale za te dwa olejki... uważam za całkowicie doskonały kosmetyk. Zapach, konsystencja, wydajność, funkcjonalność, szata graficzna - wszytsko mi całkowicie odpowiada.
Nie wiem czy miałyście okazję spróbować świetnych mieszanek olejków do kominka, czy lekkich balsamów do ciała, soli do kąpieli...

Jeżeli lubicie masaż lub po prostu lubicie stosować olejki zamiast balsamów - gorąco zachęcam do zakupienia tych kosmetyków. Macie do wyboru olejek Harmonising i Sensual. Oba w plastikowych butelkach z wygodną wylewką, przed masażem rozgrzać parę kropli olejku w dłoniach. Ma doskonały poślizg nawet przy małej ilości.
  • Body Shop Sensual Massage Oil/skład: organiczny olejek ze zbiorów fair trade z soji i maruli, oliwa z oliwek, polinezyjski olejek ylang ylang, thaitańska wanilia oraz kukui. Brzmi jak poezja ;-) Używałam wielu olejków do masażu, ale ten jest wyjątkowy, nie wiem czy to jego słodki zapach? Bardzo przyjemny, odprężający - idealny do masażu dla dwojga ;-))) uwielbiam wcierać go też po kąpieli w jeszcze wilgotną skórę. Odpręża, wywołuje uśmiech, a słodki zapach długo unosi się w powietrzu. Za 150 ml olejku zapłaciłam 39 pln. Starczył mi na około rok używania, kilka razy w tygodniu.
  • Body Shop Harmonising Massage Oil/ skład: główne nuty zapachowe to tamarynd, oraz trawa cytrynowa. Kiedy skończył mi się Sensual postanowiłam oczywiście zmienić olejek na Harmonising. Jego zapach jest bardziej odprężający, świeży, nawet kwaskowy, ale to może dlatego, że bardzo lubie tamarynd i często używam go w kuchni, a jego zapach mocno kojarzy mi się ze smakiem ;-) Ten olejek nawiązuje do tajskiego masażu ciała. Teraz olejki kosztują 49 pln. 
Obu olejków możecie używać do ciała zmiast balsamu, po depilacji na szczególnie podrażnione miejsca, mieszając go z balsamem do ciała. Myślę, że jest to szczególnie dobry moment na zakup takiej pachnącej przyjemności. A jeżeli zajmujecie się masażem zawodowo istnieje wersja bezzapachowa.
FirmaKokarda

9/18/2013

Tonik, hydrolat, a może beauty elixir? Czyli ulubione produkty do przemywania i odświeżania twarzy.

Bardzo lubię ten pierwszy etap pielęgnacji po porannym lub wieczornym zmyciu twarzy. I tak jak Azjatki nauczyłam się nie używać wacika, chyba że w określony sposób, ale wlewać parę kropli na dłoń i wklepywać tonik w twarz dość energicznymi ruchami.

Niektóre kobiety nie widzą powodu żeby używać toniku, ale był to poza "mleczkiem kosmetycznym" pierwszy kosmetyk w Polsce, który można było kupić. Używała go moja babcia, moja mama, więc naturalnie ja też zaczęłam go używać.
Przy tak doskonałej współczesnej pielęgnacji na poziomie demakijażu, można sobie pozwolić na ominięcie toniku i zastąpienie go wodą termalną lub hydrolatem. Jest to po prostu kolejny etap pielęgnacji, w którym poprawiacie nawilżenie skóry lub po demakijażu mleczkiem zmywacie resztki tego kosmetyku, jeżeli nie używacie wody(olejek + woda-->żel-->tonik; i bez wody: mleczko lub płyn miceralny --> tonik).
W poście znajdziecie: tonik, hydrolat kwiatowy, wodę upiększającą tzw. "beauty water", oraz fixer.
  • tonik: ma za zadanie odświeżyć, nawilżyć, "tonizować" skórę i przygotować ją do dalszej pielęgnacji.  Nie jest to kosmetyk oczyszczający makijaż - niestety wiele kobiet robi ten błąd, skarżąc się później na krem, czy podkład  który "zapycha" im skórę, jest to wynik złego demakijażu. Oczywiście najlepiej z daleka omijać toniki z alkoholem, szczególnie przy skórze trądzikowej, efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Mój ostatnio ulubiony tonik to tonik marki Korana z wyciągiem z grejpfruta, jest bardzo delikatny, pięknie pachnie. Firma oferuje także tonik miodowy i ten będzie następny na mojej półce (mam sentyment do toników z czasów kiedy miałam 16 lat i kupowałam swoje pierwsze kosmetyki :-) ; bardzo lubię też toniki AA Cosmetics, szczególnie Aktywny Lifting zawiera kolagen Q10, oraz witaminę E, oczywiście bez parabenów, bez sztucznych barwników.
  • hydrolat kwiatowy: jest to moje prywatne zastępstwo dla  toniku, jego sposób produkcji jest inny. Hydrolat pozyskuje się z wody pozostałej po destylacji pąków kwiatów przy produkcji olejków. Jest tak dobroczynny ponieważ ma PH zbliżone do ph naszej skóry i jest całkowicie naturalny. Uwielbiam hydrolaty z Biochemii Urody, najbardziej pomarańczowy z neroli, lawendowy, doskonały jest też lipowy czy z kwiatów kocanki dla skóry tłustej. Przelewam je do małych buteleczek z Muji, latem nosiłam go przy sobie zamiast wody w atomizerze. Rano i wieczorem lubię spryskać nim twarz i wklepać go energicznie pobudzając krążenie ;-) Hydrolaty Biochemii są w pojemności 250 ml i kosztują tylko 11-13 pln.
  • "beauty elixir": dopóki nie pojawiło się Caudalie, nigdy nie słyszałam tego określenia. Caudalie jest francuską marką, która została wprowadzona do Polski około 2 lata temu i niestety bardzo trudno ją kupić. Jest to marka organiczna, skupiająca swoje badania wokół polifenoli. Możecie zobaczyć na opakowaniu wody, którą mam są grafiki kiści winogron. Ich flagowym produktem jest "Beauty Elixir" sprzedawany w małej pojemności 30 ml, oraz 100 ml. Woda powstała dzięki zainspirowaniu się przez markę "eliksirem młodości" używanym przez królową Izabelę Węgierską, która w składzie miała właśnie olejek winogronowy. Beauty Elixir rozjaśnia poszarzałą karnację, zamyka rozszerzone pory, zmniejsza widoczność linii i zmarszczek na twarzy, redukuje zmęczenie, doskonale utrzymuje makijaż. Ma też działanie aromatoterapeutyczne - po spryskaniu twarzy, dobrze jest głęboko odetchnąć. Pachnie świeżą miętą, polami zielonych łąk...ach ;-) Zawiera olejek z winogron, kwiatu pomarańczy, róży, mięty oraz rozmarynu. Na prawdę warto mieć go w torebce lub w  łazience. Ma jedną wadę - uzależnia. 30ml/39,90 pln - Allegro; 100 ml/ok 99-130 pln
  • MAC Studio Fix/Fixing Spray: kolejna rzecz, którą warto mieć do poprawienia lub utrwalenia makijażu. Zawiera witaminy i minerały, służy do odświeżania , utrwalania makijażu; można wykorzystywać go do mieszania kosmetyków, ma cudowną właściwość zamieniania ciężkich kryjących podkładów w lekkie. Wystarczy spryskać nim twarz przed nałożeniem fluidu i używając miękkiego pędzla rozprowadzić podkład. Można spryskać nim pędzelek przed nałożeniem cieni i zamienić suchą formułę w kremową, wzmacniając efekt. Na szczęście w salonach MAC pojawiła się miniaturowa wersja tego produktu do torebki. Kosztuje ok 43 pln, duża ok 120 pln.
FirmaKokarda

9/10/2013

Essie For The Twill of It or Catrice Iron Mermaiden?

catrice 490 Iron Mermaiden, MAC Coco Clay
Essie For The Twill of It
Essie Autumn 2013 Collection
Tegoroczna, jesienna kolekcja Essie jak zwykle kusi... BARDZO, szczególnie na blogach promowany jest kolor For The Twill of It, wygląda jak ojej silnikowy, jest piękny...  ;-) Widziałam go również w Elle, i na wielu strochach internetowych. Jestem pewna, że za 2 miesiące na półkach sklepowych nie będzie po nim śladu. Ale równie porządany jest ciemny granat, ciemna szarość z opiłkami, krwista czerwnień (bardzo jesienna), przygaszony turkus. 
Oczywiście chciałabym mieć przynajmniej dwa kolory z tej kolekcji, przeglądając moje zbiory znalazłam Catrice, który mam już wiele miesięcy. Prawda, że jest podobny? Sczególnie dobrze wygląda z podkładem, użyłam lakieru MAC lub nałożony na bardzo ciemny kolor np. czarny, ciemnozielony. I jest o połowę tańszy. Znajdziecie go w perfumeriach Hebe.
Więc Essie czy Catrice? 
FirmaKokarda

9/09/2013

All About Red Lips/ Ulubione czerwone szminki - techniki aplikacji.

Nie ma bardziej kultowego kosmetyku niż czerwona szminka. Dobrze się składa, że pierwszy wrześniowy post będzie właśnie o niej.
A w mojej kosmetyczce jest najwięcej czerwonych szminek, każdy odcień wydaje mi się niepowtarzalny, inny niż ten którego akurat używam i nie mogę przejść obok niego obojętnie.
Nie będę w stanie pokazać Wam wszystkich czerwonych szminek jakie mam w kolekcji, wybrałam tylko te, które jeszcze nadają się do fotografowania. Mam czerwone szminki matowe, półmatowe, kryjące, transparentne, o welwetowym wykończeniu mam nawet szminkę Heleny Rubinstein z czerwonymi odblaskowymi opiłkami. Ale zawsze znajdę NOWY odcień, który akurat muszę kupić.

O swoich obecnie ulubionych szminkach pisałam tutaj, przy okazji zobaczycie co jeszcze nosiłam w swojej letniej kosmetyczce w tym roku ;-) mam też swoją ulubioną, welwetową szminkę NYX (recenzja tutaj).
Oprócz klasyków z MAC-a, o których mogę pisać bez przerwy: Lady Danger, Ruby Woo, Rusian Red, polubiłam ostatnio dwie nowe szminki:

Maybelline 14 Hour Lipstick, 510 Non Stop Red:
Co za niesamowicie piękny odcień czerwieni ! Takiego nie miałam jeszcze nigdy. Ma w sobie jakby poziomkową, intensywną nutę, jest odblaskowo czerwony w żywy sposób. Na ustach przyjmuje truskawkowo-różowy odcień. Jest całkowicie matowa - uwielbiam ją! Szminki z tej kolekcji są najtrwalsze jakie posiadam, nic absolutnie nic nie jest w stanie ich zmyć, poradzi sobie tylko płyn do demakijażu z olejkiem. Pachnie owocowo i słodko co uprzyjemnia używanie. Zastanawiałam się nad jej zakupem prawie 3 miesiące w końcu pomogła mi przecena -25% w Superpharm.
Szminka kosztuje ok 28 pln. Za tą cenę jest to produkt doskonały.
Lancome' Rouge In Love, 181 N Rouge Honore:
Rouge in Love jest nową kolekcją szminek Lancome. Podzielona jest na kolory dzienne z literką (Matins), kolory popołudniowe oznaczone literą (Boduar Time), oraz N - kolory na wieczór (Tonight is My Night). Łatwiej jest wybrać kolor na szalone spotkanie z przyjaciółkami, randkę lub na przedstawienie sprawozdania szefowi. Cała kolekcja szminek Lancome do obejrzenia tutaj.

181 N należy do odważnej gamy odcieni wieczorowych i określana jest jako kolor: żywy należący do gamy czerwieni koralowej. Jest to szminka niezwykle kremowa, intensywnie odżywiająca usta, ma ultramocny połysk (oczywiście ją matuję ;-), przy tych zaletach ma lekką teksturę, nie klei się i nie czuć  jej na ustach. Lancome zapewnia o 6 godzinnej trwałości, przy tak intensywnych pigmentach jest to możliwe.
Rouge in Love kupiłam przez przypadek na Allegro za 35 pln, stąd wybór tego koloru. Ale nie żałuję - jest to jeden z klasycznych odcieni, które pasują każdemu.
Olbrzymim plusem jest poręczna wielkość, ciężkie stalowe opakowanie z czerwonym napisem, które przy zamykaniu przyjemnie  luksusowo "klika". I ta róża wytłoczona na szmince...
Warto mieć chociaż jedną w kosmetyczce.
Szminka kosztuje  ok 119 pln.
Techniki Aplikacji:
Czerwona szminka ma swoje prawa. Nie lubi konkurencji. Jeżeli decydujesz się na graficzny makijaż "bold lips" - noś ją z delikatnym makijażem, jak najbardziej naturalną, ale perfekcyjną skórą (podkład jest niezbędny), uczesanymi brwiami i odrobiną różu lub bronzera. Teraz można wykorzystać piękny złocisty po lecie odcień skóry i używać odcieni bardziej oranżowych i różowych, nawet bardzo ostrych.

Jak przygotować usta i pozostały makijaż do czerwonej szminki?
  • zrób peeling ust, możesz użyć miodu i cukru, specjalnego peelingu do ust, lub patyczka, nasączonego balsamem do ust, którym pocierasz usta aż do skutku, wystarczy okoła minuta masażu
  • na wygładzone wargi nałóż balsam do ust i zbierz jego nadmiar chusteczką, delikatnie przyciskając chusteczkę do ust
  • weź dobrej jakości pędzelek do ust (Sephora, Douglas, Bobby Brown, Chanel), i zacznij rozprowadzać szminkę od środkowej części dolnej wargi na zewnątrz, potem górna warga. Zaciśnij lekko usta, niech szminka odbije się, pomagając Ci znaleźć właściwy kształt ust. 
  • teraz najważniejsza część - kontur. Użyj zbliżonej do koloru szminki konturówki (polecam Cherry MAC, najlepsza czerwona konturówka do każdego odcienia szminki), konturówka powinna być dobrze zaostrzona, i delikatnie uzupełnij "ubytki w rysunku ust. Powtórz nakładanie szminki pędzelkiem żeby połączyć kontur ust i wypełnienie. Odciśnij nadmiar na chusteczce. I gotowe! 
  • jeżeli chcesz zmatowić szminkę, wystarczy rozwarstwić chusteczkę higieniczną, przyłożyć ją do ust i delikatnie przypudrować.
Tak wykonany makijaż ust trzyma się bardzo długo. Jeżeli chcesz wzmocnić jego trwałość, możesz przed nałożeniem na usta szminki użyć jeszcze tintu w kolorze wiśniowym, pomarańczowym, czerwonym lub różowym to pogłębi odcień szminki i doda mu wewnętrznego blasku.
Obejrzyjcie koniecznie wideo Lisy Eldridge, która pokazuje bardzo dokładnie opisaną przeze mnie technikę makijażu ust do tego z moją ukochaną szminką MAC Ruby Woo ;-)

Czy Wy też uważacie, że bez nowej czerwonej szminki nie może rozpocząć się nowy sezon jesienny?
FirmaKokarda

9/02/2013

Sulwhasoo Essencial Rejuvenating Eye Cream, SU:M 37 Flawless Regenerating Eye Cream/Update.


Do mojej kolekcji ulubionych kremów pod oczy koreańskich marek luksusowych Sulwhasoo oraz Su:m37 dołączyły dwa kolejne produkty. Tutaj przeczytacie pozostałe recenzje kremów pod oczy, których używałam, oraz oddzielny post na temat mojego ulubionego kremu pod oczy Sulwhasoo Time Tresure Renovating Eye Cream.
Gdyby nie to, że są to najdroższe kremy jakie możecie kupić w Korei, na pewno byłabym posiadaczką pełnowymiarowych opakowań. Tym bardziej, że każde z nich wygląda jak małe dzieło sztuki. Ceny obu kremów kształtują się w okolicy 100 dolarów za 25 ml. 
Obie marki są postrzegane jako selektywne, oferujące najwyższą jakość, skupiają się na naturalnych składnikach i optymalnym działaniu. Sulwhasoo jest bardziej skierowane ku tradycji koreańskiej medycyny naturalnej, ziołolecznictwu, pozyskiwaniu składnków wykorzystywanych przez wieki do produkcji zarówno leków jak i kosmetyków.  
SU:M 37 jest marką laboratoryjną, skupiającej się na badaniach. Skąd nazwa marki? Hasło jakie reklamuje markę to: "Oddychaj. To daje ci życie. I naturalnę temperaturę ciała 37C." w swobodnym tłumaczeniu ;-).

Kremy, o których dziś piszę są przeznaczone dla dojrzałej lub wymagającej skóry pod oczami, kiedy mamy już widoczne "znaki upływającego czasu": zmarszczki, cienie pod oczami, opuchnięcia, kurze łapki, przebarwienia, wiotczejącą skórę ;-) ale możecie zastosować, któryś z nich jako krótką kurację na przykład na przełomie zmian pór roku przez około miesiąc do stosowania na noc.

Sulwhasoo Essencial Rejuvating Eye Cream: marka tajemniczo opisuje jego skład jako wyciągi z koreańskich leczniczych ziół, co czuć przy aplikacji kremu;) pachnie ziołowo i bardzo przyjemnie, zawsze w kremach Sulwhasoo wyczuwam zapach imbiru i rzeczywiście, w składzie kremu znajdziecie: zieloną herbatę, wyciąg z granatu, 6-letni koreański czerwony imbir. Ma lekką, ale treściwą konsystencję, jest mniej "twardy" w konsystencji niż inne kremy, których próbowałam. Efekt jest uzależniający ;-) dlatego wciąż sięgam po kolejne próbki kremów pod oczy Sulwhasoo. Skóra jest wygładzona, napięta, matowa, w jakiś cudowny sposób poprawia się i wyrównuje koloryt. Próbka zawiera 1 ml kremu, starcza mi na ok. tydzień, stosowania, wszytskie produkty tych marek są bardzo wydajne. Za próbkę zapłaciłam 3,5 pln.

SU:M 37 Flawless Reganenarating Eye Cream: pisałam wcześniej, że marka S:UM 37 opiera swoje produkty na badaniach laboratoryjnych - cała linia Flawless jest pod tym względem innowacyjna, ponieważ procesy jakie wykorzystuje to procesy naturalnej fermantacji zachodzącej w skórze. Krem zawiera V.O Complex™, który działa na 5 rodzajów mikroorganizmów dokonujących fermentacji, dzięki czemu poprawia się: napięcie, przejrzystość skóry, gęstość, elastyczność. Dodatkowo ten proces wspomaga specjalny kompleks "technologii warstwowej"(jeżeli dobrze przetłumaczyłam:-)"lamellar complex technology",  poprawia to wchłanialność produktu. Wszystkie te procesy były potwierdzone badaniami klinicznymi.  
To brzmi skomplikowanie, ale działnie kremu jest zauważalne od razu, na pewno nie skończy się na próbkach które zużyłam do tej pory. Wspaniale poprawia napięcie, wygładza zmarszki, fenomenalnie odżywania i nawilża skórę. Krem jest gęsty, ale lekko się aplikuje, nie pozostawia tłustej warstwy. Próbka kremu 1 ml kosztuje 3,5 pln.
Obie kupiłam na aukcjach Allegro u Haarajuku.
FirmaKokarda