10/31/2012

Tsubaki Head SPA Conditioner/Recenzje.


Ponieważ Tigi wycofało moją ulubioną linię Catwalk Headshot, o której możecie przeczytać tutaj, chciałam znaleźć coś równie dobrego. Oczywiście wygrała miłość do kosmetyków azjatyckich, tym razem czas na japońską markę Shiseido. W Polsce niestety nie mamy zbyt wiele produktów do włosów tej marki, jedną z linii wprowadziła znowu Sephora. A wiadomo, że  włosy dla Japonek to skarb, więc do produkcji kosmetyków do włosów Japończycy przykładają szczególną wagę.

Plusy:
  • przepiękny zapach: miękki, ciepły z nutą wiśni i wanilii; przynajmiej tak dyktuje mój nieczuły nos; włosy pachną jeszcze długo po umyciu, to zasługa naturalnych olejków eterycznych z kamelii min., które zawiera cała linia SPA, przeczytałam gdzieś, że jest to "relaksujący aromat leśnego wiatru" :)
  • gęsta, kremowa konsystencja; produkt jest bardzo wydajny, na moje krótkie włosy wystarczy nałożyć ilość wielkości małego paznokcia, odżywka ma kolor dokładnie taki sam jak opakowanie - złoty
  • włosy rozczesują się bajecznie, są odżywione, błyszczące
  • nie obciąża włosów, ani skóry głowy
Minusy? 
Według mnie brak, mimo ceny ok 70 pln za opakowanie 220ml, co może być minusem (odżywkę kupiłam na allegro), ale wiem, że starczy mi na wielki :-)

Polecam osobom z bardzo uwrażliwionymi włosami po wszystkich zabiegach chemicznych (farbowanie, rozjaśnianie, trwała). Tsubaki Head SPA będzie doskonała do: włosów długich z przesuszonymi końcami, odwodnionych. Jest to typ odżywki, którą należy nakładać w małej ilości, rozetrzeć dobrze na dłoniach i wmasować we włosy. 
Będą wdzięczne!
FirmaKokarda

10/24/2012

Biochemia Urody Serum rozjaśniające EXTRA 7/4/update.


Serum rozjaśniające Extra7/4 Biochemii Urody, jest to moje ulubione serum obok serum Flavo C. Kiedy tylko na stronie pojawiła się nowa wersja serum postanowiłam kupić je i natychmiast spróbować, musiałam poczekać do jesieni, a całe lato jak zwykle stosowałam serum z wit. C. Obecnie po około 2,5 miesiąca stosowania mogę już opisać jego działanie.
Przebarwienia pigmentacyjne są niezwykle trudne do usunięcia, najłatwiej i najszybciej pójść na zabieg laserowy, lub wykonać serię zabiegów kwasami w gabinecie dermatologicznym. Osobiście męczę się z brązowymi przebarwieniami wielkości ok. 3 cm na wysokości kości policzkowych - po prostu działanie słońca, mimo używania filtrów, faktem jest, że jako bardzo młoda dziewczyna  nie stosowałam filtrów, (na pewno nie był to filtr 50 SPF, którego używam teraz).
Przebarwienia tworzą się w skórze bardzo długo, nawet do 10 lat, i to że ich nie widać nie znaczy, że ich nie mamy. Wystarczyłoby obejrzeć stan swojej skóry w świetle ultrafioletowym. Francuscy dermatolodzy przeprowadzali takie badania, związane z marką Vichy i tworzeniem nowych programów pielęgnacyjnych dla różnych fototypów skóry. Fotografowali w świetle ultrafioletowym skórę kobiet, w różnym wielu, widać było każdą zmianę pigmentacyjną, zmarszczki i linie które utworzą się w ciągu najbliższych lat. Czasem różnica była kolosalna, po prawej stronie na zdjęciu młoda uśmiechnięta dziewczyna bez żadnych widocznych oznak starzenia, a po lewej jej skóra wyglądała jakby miała dziesiątki piegów, plam. 
W moim przypadku przebarwienia stawały się coraz bardziej widoczne przez okres około 3-5 lat.
A w tym miejscu dokładnie skóra powinna być najaśniejsza. Nie pomaga nakładanie baz rozświetlających i mocnych korektorów. Malowałam też dziesiątki kobiet z tą przypadłością, i wiem jak trudno je ukryć. Dlatego po kupieniu serum Biochemii byłam zaskoczona jego szybkim działniem. O pierwszej próbie przeczytacie tutaj.

Skąd ta dziwna nowa nazwa serum? 7 składników o działaniu antypigmenatycyjnym, regulujących 4 mechanizmy rozjaśniające przebarwienia.
Skład serum jest doskonały, zawiera min: Azeloglicyna® EKO (10%), stabilna witamina C, kwas glicyryzynowy, kwas fitowy, kwas liponowy i polifenole z winogron. Więcej przeczytacie na stronie Biochemii.
Na pewno jest to kosmetyk, którego działanie jest wszechstronne: doskonale napina i nawilża skórę, po nałożeniu czuć lekkie szczypanie, które po chwili mija. Stosuję je z powodzeniem pod oczy, więc jest bardzo delikatne i nie podrażnia. Nie roluje się, można śmiało nakładać krem i robić makijaż. Przede wszystkim szybko i skutecznie rozjaśnia plamy! Moje zniknęły w 1/3, rozjaśniły się o połowę. Skóra jest jędrna i świetlista. Stosowałam je 2 razy dziennie.
Może nie uniknę lasera, ale bardzo polecam serum wszystkim osobom, z tendencjami do przebarwień w każdym wieku. Koszt serum 45ml/35 pln.
FirmaKokarda 

10/22/2012

L'Oreal HIP Cream Shadow Paint/Recenzje.

807 Secretive, 811 Commanding, 813 Witty, 817 Nervy
Bardzo lubię stosować kremowe cienie do powiek szybko schną, nie przemieszczają się więc używam ich często. Do moich ulubionych, niezawodnych należą: Benefit, (super naturalne odcienie), Shiseido, (jeżeli szukacie doskonałych turkusów i pięknego beżu), Helena Rubinstein, (stara edycja chłodzących cieni w tubce), Maybelline, (nowość Color Tatoo), Bell, (pięknie skrzą), Catrice, (warto sprawdzić! mają bardzo dużo pięknych odcieni), bardzo polecam Bobbi Brown.

Ostatnio została wycofana przez L'Oreal linia HIP, oparta na intensywnych, naturalnych pigmentach. Jest to najlepszy moment, żeby poszukać tych kosmetyków na allegro, ebayu w bardzo atrakcyjnych cenach.
Kupiłam 4 naturalne odcienie kremowych "farbek" do powiek, są to cienie metaliczne. Bardzo przypominają cienie Lancome z przed kilku lat, miały bardzo podobne opakowanie i konsystencję.

Moim ulubionym kolorem na początku był Witty - cynamonowy odcień idealny do nowoczesnych make-upów; potem przerzuciłam się na Nervy: kolor przytłumionego brązu, tzw. typ minky brown. Obecnie testuję Commanding: zimny różo-beż; ładnie łączy się z innymi  kolorami, jest to dobry odcień do makijażu ślubnego. Kompletnym zawodem dla mnie był kolor Secretive, który na powiece rozkłada się nierówno, miał być pięknym beżem - niestety gasi tęczówkę, jest tępy, nie łapie dobrze światła. Wygląda najgorzej z całej czwórki.

Plusy:
  • piękne, nowoczesne odcienie, (poza Secretive).
  • dają dobrą bazę pod inne kolory
  • do każdej sztuki dołączony jest pędzelek
  • ładne, ciekawe opakowanie (radzę trzymać je w tych plastkowych pojemniczkach, wtedy inne kosmetyki nie będą na nie naciskać i może zmniejszy to wypływanie cienia z tubki)
Minusy:
  • po kilku godzinach tracą ładny połysk, wykończenie jest"nie eleganckie", robi się "tępe", (w przypadku cieni marek Shiseido, MAC, Bobbi Brown, Chanel - cienie nie zmieniają swojego wyglądu przez wiele godzin), Cream Shadow Paint po 6-7 godzinach zbierają się w załamaniach powiek :-(
  • pierwsze wyciśnięcie cienia z tubki kończy sie utratą produktu, cień wypływa z tubki, zdecydowanie wolę cienie tego typu w słoiczkach
  • pędzelek jest twardy, źle rozprowadza produkt :-( warto nakładać je palcem bądź pędzelkiem nylonowym 
Na pewno nie zdecydowałabym się na ten produkt gdyby nie cena. Udało mi się znaleźć te cienie w promocji po 9,90 za sztukę na allegro. Kupiłam je do testowania, sprawdzają się kiedy łączę je z innymi cieniami w kremie lub pudrowymi. Podsumowując - nie jest to bardzo udany produkt. Jeżeli jesteście bardziej zawaansowane w make upie - może się Wam przydać.
FirmaKokarda

10/17/2012

Embryolisse - kultowy krem.


To ulubiony krem modelek i wizażystów na całym świecie. Pojawia się na pokazach na backstage-u, na sesjach zdjęciowych do Vogue, polecają go szefowe działów beaute' najlepszych modowo-urodowych tytułów: Elle, Vogue, Harpers Bazzar. Ma tytuł doskonałego kremu nawilżająco-odżywczego do każdego rodzaju skóry.
Marka istnieje od 1950 roku i została założona przez paryskiego dermatologa. Krem w Paryżu jest popularny jak przysłowiowy krem"nivea". Można sobie łatwo wyobrazić jak mama paryżanka mówi swojej młodej córce: "Chcesz mieć zdrową i piękną skórę? Od najmłodszych lat - nawilżaj"!
Embryolisse ma miano dermokosmetyku, skład kremu owiany jest tajemnicą - na pewno jest naturalny i roślinny, a receptura nie została zmieniona od jego powstania. Od 60 lat cieszy się niezmienną sławą i jest darzony tym samym zaufaniem.

Bardzo się ucieszyłam kiedy znalazłam w "Urodzie" wzmiankę, że krem można już kupić w Polsce na stronie internetowej: www.embryolisse.pl.
Mała tubka kremu z linii nawilżającej kosztuje 42 pln. Macie do wyboru linie: nawilżającą, odżywczą, przeciwzmarszczkową, przeciwsłoneczną, oraz nowy zdobywający już pierwsze nagrody krem BB.
FirmaKokarda

10/16/2012

Skin79 Lemon Brightening Mask & Etude House Heating Deep Clean Gel - recenzje.


Dziś chciałam wam przedstwić recenzje dwóch nowych masek marek Skin79 oraz Etude House.

LEMON BRIHTENING MASK, SKIN79: jak tylko znalazłam na ebayu tą maskę, wiedziałam, że muszę ją kupić. Ma za zadanie nadać skórze jasny, przejrzysty koloryt, często maski wybielające są źle odbierane przez kobiety, szczególnie w krajach gdzie tak modna jest opaleznizna. Jej działanie nie ma nic wpólnego z wybielaniem skóry, więc osoby o śniadej karnacji nie muszą się bać, że będą nienaturlanie "wybielone".
Maska ma gęstą, kremową, bardzo przyjemną konsystencję i pachnie przepięknie świeżymi cytrynami. Jej mleczno-żółty kolor ma za zadanie neutralizować zaczerwienienia, od razu po nałożeniu czuć wyraźne ukojenie. Bardzo dobrze nawilża, lekko natłuszcza. Mimo, że kwas cytrynowy może kojarzyć się ze szczypaniem i podrażnieniem, śmiało mogę polecić ten produkt osobom z wrażliwą i naczyniową skórą. Nakłada się ją na 15-20 min i zmywa pozostałości wodą, ja wolę używać hydrolatu i wody. Można stosować ją kilka razy w tygodniu. A można się uzależnić od jej zapachu... Jej działanie na skórę przypomina działanie maski Tomatox (o której pisałam tutaj).
Co do rozświetlania - skóra jest rzeczywiście rozjaśniona od razu po użyciu!, stosuję ją nawet w okolicach oczu, żeby rozjaśnić cienie. Jest doskonała tuż przed wyjściem kiedy chcesz wyglądać młodziej, na bardziej wypoczętą. Sprawdzi się w trakcie zimowych temperatur; można ją polecić do każdego typu skóry w każdym wieku.
Lemon Brithening Mask była bardzo tania, akurat trafiłam na promocję, zapłaciłam: 75ml/39 pln.

BLACK HEAD HEATING DEEP CLEAN GEL: kto się nie zmaga z małymi ciemnymi punktami na skórze, które niezwykle szybko produkują sebum? Zawsze chciałam się ich pozbyć, albo sprawić żeby przynajmniej były mniej widoczne. I żeby moja skóra na nosie i na brodzie nie przetłuszczała się tak bardzo. Bardzo pomaga mi wciąż stosowanie raz w tygodniu maski z wyciągiem z glinki (moja ulubiona Blue Corn Mask Body Shop, recenzja tutaj, lub Mask of Meganinthy Lush), a teraz postanowiłam spróbwać koreańskiej metody na pozbycie się zaskórników.
Maska zawiera marokańską glinkę Ghassoul, jest to typ maski rozgrzewającej. Ma żelową konsystencję, mleczno-szary kolor z drobinkami, dosyć ciężko ją wycisnąć z opakowania.
Od razu po nałożeniu na lekko wilgotna skórę czuć ciepło, należy wtedy zacząć masować skórę, delkiatnie okrężnymi ruchami, do wewnątrz!, a następnie pozostawić maskę jeszcze na kilka minut na twarzy i znowu zacząć masować skórę na sucho. Wraz z drobinkami maski złuszczamy wtedy martwe komórki, resztki zanieczyszczeń, oraz sebum. Pozostałości maski zmywamy ciepłą wodą.
Po zastosowaniu skóra jest gładziutka jak lustro, pory są mniejsze, zaskórniki są mniej widoczne i jaśniejsze. To naprawdę dobry produkt. Jestem bardzo zadowolona z jego działania. I zaczęłam się od razu zastanawiać nad kremem z linii Egg Pore;-).

Ponieważ rozgrzewa się na skórze, nie polecam go osobom z zawaansowanym trądzikiem, zmianami skórnymi, podrażnieniem, naczynkami.

Etude House ma jeszcze inne produkty z tej linii np: Sleeping Paste, krem który nakłada się na noc, oraz maskę z tą samą glinką bez właściwości rozgrzewających. Najbardziej rozśmieszyły mnie nakładki na palce do masowania nosa, aby lepiej pozbyć się zanieczysczeń.
Maska kosztowała ok 36 pln/50 gr. Kupiłam ją w sklepie RubyRuby79 Shop.
FirmaKokarda

10/12/2012

MODO Magazine AW12/13 - Cinematic by Greg Adamski.

MODO MAGAZINE 
photography: Greg Adamski MAKATA
stylist: Zuza Sowińska-Bania
models: Gosia Gołąb/D’VISION 
makeup artist: Magda Łach/FIRMA KOKARDA
hair stylist: Grzegorz Smoderek
photographer’s assistant: Jędrzej Łopacki MAKATA 
stylist’s assistant: Jarek Oględziński

10/06/2012

Holika Holika Aqua Petit Jelly BB Cream - recenzje.

Ostatnio z moimi przyjaciółkami postanowiłyśmy zrobić zbiorcze zakupy z Korei. Udały się świetnie, mamy mnóstwo nowych kosmetyków do wypróbowania. I zachęcam przyjaciółki do podzielenia się to wiedzą z czytelnikami mojego bloga, ponieważ są tam produkty, których sama nie kupię. 
Dla siebie wybrałam głównie maski i jeden krem BB, który występuje jako bohater dzisiejszego posta.

Holika Holika Aqua Petit Jelly to pierwszy krem bb  o formule żelowej jaki miałam okazję wypróbować (drugim bardzo popularnym kremem BB tego typu jest Skin Food Orange Jelly BB Cream).

Aqua Petit ma filtr 20 SPF PP++, urocze, szklane, ciężkie opakowanie w kształcie piaskowej babeczki, ma kojarzyć się z bajkowym podwodnym światem - krem zawiera bowiem wyciąg z roślin morskich, który ma dogłębnie nawilżać skórę,  ma również niwelować niedoskonałości. Do kremu dołączona jest ukośnie ścięta, silikonowa gąbka bardzo dobrej jakości. Trochę spóźniłam się z zakupem, bo krem byłby doskonały na gorące lato, daje przy nakładadaniu uczucie chłodzenia i nawlżenia skóry od zewnątrz. "Mint Aqua jelly" jest składnikiem, który uealastycznia warstę rogową skóry - nie czuje się wogóle ściągnięcia. Producent zapewnia, że krem tworzy na skórze wodoodporny film - zgadzam się z tym, krem nie spływa i nie przemieszcza się w ciągu dnia, a skóra mniej się przetłuszcza.

O kremie:
  • lekka, żelowa konsystencja na bazie wody (brak silikonu, na początku sprawiał, że miałam trudności z rozprowadzaniem kremu na skórze), w trakcie nakładania woda odparowuje ze skóry i krem zespala się z nią, po około minucie staje się niewidoczny
  • galaretka miętowa;-) jako składnik kremu widnieje na opakowaniu "mint aqua jelly" (stąd miętowe opakowanie kremu) ma za zadanie nawilżyć i wygładzić powierzchnię naskórka - zawiera witaminy i minerały + kompleks z wyciągu z roślin morskich - ma dawać nawilżenie i komfort
  • kolor kremu, (kupiłam 01) to bardzo jasny, chłodny! odcień beżu, który jeszcze jaśnieje podczas rozcierania, ale idealnie dopasowuje się do kolorytu skóry. Aqua Petit ma drugi odcień dla ciemniejszych karnacji 02. Odcień 01 jest najbardziej "normalnym" kolorem kremu BB jakiego używałam do tej pory, przypomina kolorystyką normalny europejski podkład
  • daje półmatowe wykończenie (bez mojego ulubionego efektu "mokrej" skóry)
  • nie waży się, nie roluje, doskonale utrzymuje się przez cały dzień
  • bardzo ładnie kryje
  • jest bardzo wydajny 
  • łatwo zmyć ze skóry, na pewno łatwiej niż kremy z silikonami

Komu mogłabym polecić ten krem BB:

  • osobom młodym, z tendencją do trądziku, skórą tłustą i problematyczną, skórą naczyniową, skórą z roszerzonymi porami
  • dla każdego: do używania latem bądź w trakcie uprawiania sportu (krem nie spływa, nie daje uczucia napięcia, nie tworzy tz. "maski"), dla moich potrzeb na zimę będzie zbyt "cienki"
  • osobom lubiącym lekkie wykończenie i bark uczucia "noszenia" podkładu
  • osobom lubiącym półmatowy finish
Wady 
  • szpatułka - nie zrozumiem dlaczego niektóre marki przystają na tak niehigieniczne dozowanie, gdyby miał pompkę byłby idealny
  • przy zbyt wolnym rozprowadzaniu na skórze może zostawiać smugi, może dlatego dołączona jest gąbeczka, można nią nakładać produkt, lub wygładzić skórę już po nałożeniu kremu BB na skórę
  • nie podoba mi się efekt jaki daje pod oczami - skóra jest matowa, zgaszona, przez co wygląda starzej. Moim rozwiązaniem jest nakładanie jako bazy Skin79 VIP Gold na całą twarz i dopiero Aqua Jelly ( chyba nie lubię takiego typu wykończenia na skórze;-)
  • kolor 01 może być za jasny dla niektórych karnacji 
Aqua Petit Jelly kupiłam na ebayu u sprzedającego RubyRuby Shop za 40gr/58 pln.


FirmaKokarda